niedziela, 25 grudnia 2016

Rozdział 2 — Ostrzeżenia


— Ja… — Głos ugrzązł Rosińskiej w gardle. W jednej chwili całkowicie straciła panowanie nad własnym ciałem. Przestała się ruszać, przez co mogła jedynie patrzeć na nagą kobietę, która powoli okręcała się w jej stronę.
— Witaj, kochana! — przywitała się. — Myślałam, że od razu mnie rozpoznasz, ale me serce się pomyliło. Okrutny mój los, że tak niewielu śmiertelników pamięta o bogini miłości i piękna! Marny mój los.
Penelopa nadal milczała.
Kobieta westchnęła, po czym grzecznie się przedstawiła:
— Me imię to Afrodyta.
— Afrodyta? — powtórzyła zdziwiona Rosińska. zadrżała na samą myśl że bogini zeszła na ziemię i przyszła na spotkanie właśnie z nią.
— Nie rozumiem… — oświadczyła niewinnie. — Przecież ludzie powinni jeszcze o mnie pamiętać, a ty wydajesz się mocno zaskoczona moją obecnością. Podejdź, nie skrzywdzę cię.
Wyciągnęła przed siebie ręce, sprawiając, iż obfite piersi się poruszyły. Pragnęła, by dziewczyna zanurzyła się w jej objęciach, ale Penelopa nawet nie drgnęła, tak samo jak wcześniej.
Różowe rumieńce przykryły twarz Rosińskiej.
— Dlaczego nie podejdziesz? — spytała ponownie Afrodyta.
— Bo nie mogę — odpowiedziała z trudem.
Bogini zamrugała kilkukrotnie, po czym niespodziewanie wybuchła śmiechem. Rozłożyła się na łóżku i rękoma złapała za brzuch. Rozpłakała się, nie wytrzymując nagłego ataku radości. Dopiero po kilku minutach odzyskała spokój i wtedy też zwróciła się do Penelopy:
— Przepraszam, moje drogie dziecko. — Otarła bladą twarz z łez. — Ostatnio na Ziemi byłam chyba ze sto lat temu, więc zapomniałam, jak ludzie reagują na moją moc. Zaraz cię uwolnię.
Machnęła jedynie ręką, ale to wystarczyło, by przywrócić dziewczynie swobodę ruchu. Penelopa zachwiała się i upadła na podłogę, nie czując własnych nóg. Nadal trzęsła się, a jej ciało było rozpalone, choć w pokoju panował chłód.
— Ja… — zaczęła Rosińska. — Co tu robisz, o pani? — Skłoniła lekko głowę.
Penelopa od lat miała kontakt z istotami boskimi, ale był to jej pierwszy raz, kiedy spotkała samą boginię. Nie wiedziała, jak się zachować, nie chcąc urazić Afrodyty, dlatego pochyliła przed Panią Miłości czoło.
— Przestań, kochanie, wiem, co kryje się w twoim sercu — rzekła bogini. — Dlatego mów do mnie po imieniu i zaprzestań tych fałszywych grzeczności, proszę.
Penelopa spełniła prośbę Afrodyty. Jednak nadal siedziała na podłodze, nie znajdując w sobie sił, aby wstać.
Afrodyta była piękną kobietą o dorodnych kształtach. Nie należała do najszczuplejszych osób, ale nie miało to żadnego znaczenia, gdy znajdowało się przed jej obliczem. Blask bił od bogini, kusząc nieustannie, by podejść, złapać ją i nigdy więcej nie puścić. Twarz kobiety była pociągła, a usta miała pełne, bladoróżowe. Oczy o kolorze czystego złota majestatycznie komponowały się z jej blond włosami, które sięgały do samych bioder bogini. Nie dało się zaprzeczyć urodzie kobiety. Czy człowiek tego pragnął czy nie, darzył Afrodytę czystym uwielbieniem.
Penelopa nie ukrywała zmieszania obecnością bogini we własnym pokoju. Nie miała nawet wątpliwości, co do prawdziwej tożsamości gościa. Cały umysł dziewczyny wręcz krzyczał, że jest to bogini, nie dając dojść zdrowemu rozsądkowi do głosu. Bo przecież, dlaczego Pani Miłości miała składać wizytę tak niewiele znaczącej osobie jak Penelopa?
— Zapewne dziwi cię moja wizyta — odezwała się bogini. — Ja sama nie rozumiem, czym się kierowałam, wybierając się do ciebie, Penelopo. Chyba miłość nie pozwala mi tak po prostu przejść obok czynów mojej rodziny. Nie mogę zdradzić ci wszystkiego, ale wkrótce wydarzy się coś przerażającego. Od dawna podejrzewałam, że Ares pragnie zmienić świat, ale nie sądziłam, że tak szybko zdecyduje się podjąć odpowiednie kroki. Zapewne działania Eleonory doprowadziły do tego.
 — Przepraszam, ale…
 — Nic z tego nie rozumiesz, prawda? — przerwała jej kobieta. — Powiem to znacznie prościej. Niedługo, Penelopo, zostaniesz wmieszana w walkę bogów. Naznaczenie, które widnieje na twym czole, stanowi przekleństwo, którego mocy wkrótce doświadczysz.
Penelopa odruchowo dotknęła czoła, czując żar, który wydobywał się z miejsca, gdzie znajdowało się naznaczenie.
 — Nie czujesz jego siły? — kontynuowała. — To naznaczenie ma moc, której pragną niektórzy bogowie, ale nie są w stanie ci go odebrać.
 — Dlaczego? — spytała dziewczyna.
 — Ponieważ naznaczenie jest również tarczą, która broni cię przed bogami. Jednakże ta tarcza wkrótce opadnie, a przynajmniej częściowo. Dlatego, dziecko, przybyłam z trzema ostrzeżeniami dla ciebie. Po pierwsze, kiedy zniknę, słońce wyjdzie zza chmur. Po drugie, jutro spełni się twoje marzenie. Po trzecie, pojutrze uratuje cię mężczyzna, ale za nic nie możesz mu zaufać.
 — Afrodyto, a przypadkiem przeznaczenie w mitach greckich jest nieuniknione? Dlaczego dajesz mi ostrzeżenia, skoro one mogą nic nie zmienić…
Bogini wymusiła uśmiech, ale nie umiała zakryć smutku, który ją ogarnął. Wbiła wzrok w podłogę i szepnęła:
 — Nie da się. A przynajmniej do tej pory się nie dało.
Z łazienki dobiegł huk. Penelopa gwałtownie odwróciła się, lecz niczego podejrzanego nie zobaczyła.
Kiedy skierowała wzrok na łóżko, zauważyła, że Afrodyty już na nim nie było. Znikła tak samo prędko, jak się pojawiła. Żaden dowód nie pozostał po odwiedzinach bogini, przez co w sercu dziewczyny pojawiły się wątpliwości.
Penelopa wstała i siadła z powrotem przy komputerze. Zmieszana dotknęła myszki, przeglądając przez kilka minut strony internetowy. Gwałtownie zasłoniła ręką oczy, kiedy tajemniczy blask oślepił ją. Wstała, poprawiając żaluzje, przez które przedostawało się jasne światło.
 — Niemożliwe — szepnęła.
Jutro było dla niej tajemnicą, lecz dziś mogła patrzeć i śledzić rozsuwające się chmury i wyłaniające się zza nich słońce.
W mgnieniu oka zrobiło się pogodnie i na czystym niebie nie pozostał choćby jeden ślad po wcześniejszej ulewie. Z drzew zaczęły opadać kropelki wody, a po jezdni spływała deszczówka, kierując się ku pobocznej ulicy przez stromy skok.
Większość przechodniów złożyła parasole, otrzepując je i chowając do pokrowców. Trzymali je wciąż przy sobie, spoglądając ku górze, jednak nic nie wskazywało na to, by pogoda znów miała się pogorszyć. Dlatego też ruszyli przed siebie, całkowicie nie przejmując się nagłym rozpogodzeniem.
Penelopa rozłożyła się na fotelu, nie wierząc własnym oczom. Patrzyła w jeden punkt przez kilka minut, aż w pewnym momencie gwałtownie wstała i złapała się za głowę. Myśli o możliwych rozwiązaniach tego zdarzenia zalewały jej umysł. Brała pod uwagę możliwość, że słowa Afrodyty mogły być jedynie okrutnym żartem ze strony bogów bądź kłamstwem, które miało ją skłonić do konkretnych działań. Nie wykluczała także tego, że ostrzeżenia i intencje Pani Miłości były prawdziwe.
Usiadła na łóżku i rozłożyła się na nim. Mokre włosy dotknęły nagiej szyi Penelopy. Część szlafroka rozsunęła się, ukazując fragment klatki piersiowej dziewczyny.
Zadrżała.
W domu nie było nikogo, niewątpliwie zamknęła za sobą zamek, ale uczucie, że jest obserwowana, wciąż nie dawało jej spokoju.
Podniosła się i poprawiła ubiór, czując się zakłopotana. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce, a wzrok zaczął krążyć po pokoju, poszukując źródła niewygodnego uczucia. Podeszła do szafy i rozsunęła wszystkie drzwi, sprawdzając dokładnie każdy zakątek, w którym ktoś mógł się ukryć; nikogo nie znalazła.
Zrezygnowana wzruszyła ramionami i spytała:
— Kim jesteś?
Mimo iż jej oczy widziały to, czego wielu nie mogło dojrzeć, teraz nie umiały odszukać tajemniczego obserwatora. Jeśli szukać odpowiedzi, była ona zbyt prosta i zbyt oczywista, by Penelopa mogła ją brać pod uwagę. Bo dlaczego miała myśleć o kobiecie, o której nie pamiętała, a która stała tuż obok niej, śledząc każdy jej ruch i podążając za nią niczym duch.
Eleonora była tam; pilnowała Penelopy, chroniąc ją przez tymi, którzy pragnęli zdobyć naznaczenie. Śledziła poczynania dziecka, które skazała wiele lat temu na los widzenia niewidzialnego świata i walkę z jego istotami. Teraz, gdy nadszedł odpowiedni czas, kiedy ponownie bogowie planowali wziąć sprawy z swoje ręce, Eleonora musiała być obok Penelopy w te trudne dni. Choćby ta jej nie widziała.
Eleonora niemal dotykała dziewczyny swym ciałem, ale nawet gdyby zderzyły się, Rosińska nic by nie poczuła.
Penelopa nadal pełna nadziei szukała, ale gdy po kilkunastu minutach odnalazła pięć złotych, starą piłeczkę kauczukową i parę długopisów, rzuciła znaleziska na biurko i westchnęła. Dziewczyna nie czuła się już bezpiecznie we własnym domu. Zbyt silne było przekonanie o obecności kogoś jeszcze.
— Koniec — szepnęła Penelopa.
Eleonora uśmiechnęła się dumnie.
W tym czasie Penelopa chwyciła za dresowe spodnie i niebieską bluzkę z napisem „I love you”, po czym pognała do łazienki, gdzie wyjątkowo szybko się przebrała. Wyskoczyła jak porażona z pomieszczenia. Jej wygląd zmienił się diametralnie. Gdyby spojrzeć na nią z daleka, ciężko by było stwierdzić, że jest kobietą. Szerokie biodra zakrywały luźne spodnie, a za duża bluzka zasłaniała wyraźną talię. Włosy miała spięte w niewielki kucyk, który zaraz przykryła kaszkietówką.
Nałożyła adidasy, które leżały przy pufie ze szmatkami, wpychając je na siłę. Wzięła grubą bluzę, chwyciła klucze i wyszła z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi; zamknęła je, sprawdzając kilkukrotnie.
— Nie widzę sensu tego robić, skoro każdy bóg może się do mnie dostać. — Skrzywiła się.
Jedyne miejsce, do którego mogła teraz pójść Penelopa, znajdowało się tam, gdzie wszystko się zaczęło; gdzie uzyskała naznaczenie i gdzie straciła wspomnienia z pierwszego spotkania z Pavorem i Eleonorą. Był to niewielki skwer osiedlowy z dobrze wyposażonym placem zabaw, na którym wciąż stały te same huśtawki używane dawniej przez Kornelię i Penelopę, a teraz już tylko przez samą Penelopę. Gdy miała problemy, targały nią wątpliwości i kiedy potrzebowała chwili dla siebie, zawsze przychodziła pod tą starą huśtawkę, siadała na niej i myślała.
Tego dnia nie było inaczej.
Po spotkaniu z Afrodytą i po wypełnieniu się pierwszego ostrzeżenia, Penelopa zagubiła się we własnych myślach. Postanowiła więc wyjść z domu i udać się na plac zabaw.
Kiedy dotarła na miejsce, oprócz niej nie było innej żywej duszy. Jedynie szum pobliskich, starych dębów roznosił się po zagłębieniu, w którym znajdował się plac.
Penelopa przetarła rękawem drewniane siedzenie huśtawki i usiadła na nim, chwytając rękoma za metalowe łańcuchy. Wyprostowała się i zamknęła oczy.
W powietrzu unosił się świeży zapach, który przybył wraz z końcem deszczu. Wciąż na zewnątrz było trochę chłodno, ale promienie słoneczne grzały Penelopę, więc nie odczuwała zimna.
Dziewczyna powoli bujała się, delikatnie odpychając się od błotnistego podłoża. W pewnym momencie przechyliła się i całkowicie oddała huśtaniu. Oczyszczała myśli, wyrzucając z nich niepotrzebne pomysły i zbędne niepokoje, by na nowo przemyśleć sprawę Afrodyty i jej ostrzeżeń.
Jednak i ten spokój musiał zostać przerwany, gdy ze starego dęba wyłoniła się sylwetka młodej kobiety. Ciało tajemniczej istoty było pokryte korą drzewną. Z jej palców i torsu wyrastały zielone liście, a na ramieniu kiełkowały młode zawiązki. Twarz kobiety nie nosiła niemal żadnych znaków deformacji, oprócz tego, że była brązowa. Oczy miała koloru głębokiej zieleni. Zamiast włosów wyrastał z jej głowy gęsty mech, który sięgał aż po same ramiona.
Bosymi stopami stanęła na trawie. Przechyliła gwałtownie głowę na prawy bok i uśmiechnęła się przerażająco, spoglądając w stronę Penelopy. Ruszyła, stawiając nierówne kroki na mokrej powierzchni. Jej ruchy były gwałtowne i szaleńcze. Poruszała się tak, jakby nie panowała nad własnym ciałem, jednak był to jej normalny chód.
Kiedy doszła pod huśtawkę, stanęła dokładnie przed Penelopą i rzekła:
— Dzień dobry.
Penelopa zerwała się gwałtownie z krzykiem, przechylając do tyłu. Nie mogąc odzyskać równowagi, uderzyła głową o piasek. Syknęła z bólu, opierając się na łokciach. Zacisnęła mocno powieki, mając mroczki przez oczyma, które zniknęły dopiero po jakimś czasie. Odetchnęła i zwróciła się do hamadriady:
— Dlaczego musisz mnie tak straszyć, Etylio?
— Straszyć? — spytała zaskoczona driada dębu. — Ja tylko chciałam się przywitać.
Penelopa westchnęła ciężko, ale nie robiła dłużej wyrzutów nieświadomej Etylii. Podniosła się i z powrotem usiadła, otrzepując się z piasku. Już drugi raz tego samego dnia jej całe ubranie nadawało się jedynie do prania.
— Mogłam być ostrożniejsza — rzekła Penelopa.
Driada usiadła obok studentki. Jej wzrok wciąż był skupiony na rzędzie pobliskich dębów, ale także nie ignorowała Penelopy, do której postanowiła podejść.
Etylia była jedną z nielicznych driad w okolicy, której zadaniem było strzec starych dębów zasadzonych w tej części Lublina jeszcze za czasów elektorów. Znajomość istoty mitologicznej z Penelopą zaczęła się kilka dni po tym jak dziewczyna otrzymała naznaczenie. Na początku ich relacje były wyjątkowo nieznośne przez fakt, że Rosińska miała wtedy tylko sześć lat, kiedy hamadriada żyła na tych ziemiach od dziesiątek wieków. Różnił ich punkt widzenia, a także stosunek do ludzi. Jednak z czasem obie znalazły wspólny język i nietypowy rodzaj przyjaźni, która pozostała niezmienna przez te wszystkie lata.
Właśnie w takie dni, kiedy Penelopa czuła się zagubiona przez sprawy związane z drugim światem, przychodziła na plac zabaw, zbierając myśli, ale i czasem zaciągając radę u bardziej doświadczonej istoty. Etylia chętnie wysłuchiwała narzekań Penelopy, prosząc tylko w zamian o opiekę nad starymi dębami.
— Proszę, rzeknij, co trapi cię dziś, Penelopo — zachęciła hamadriada, mówiąc powoli i niewyraźnie.
— Jesteś driadą, więc musisz znać bogów… — zaczęła wątpliwie dziewczyna.
— I tak jest.
— Możesz mi powiedzieć coś o Afrodycie?
— Afrodyta to bogini piękna i miłości, która darzy tym uczuciem całe narody. Jest uwielbiana na całym Olimpie i…
— Ale jaka jest? — przerwała Penelopa. — Czy kłamie, oszukuje?
— Afrodyta to wielka bogini, która czyni tak, jak podpowiada jej serce. Potrafi być okrutna dla tych, którzy krzywdzą, ale i miłosierna dla wiernych i uczciwych. Jeśli czyni coś złego lub dobrego, to tylko z miłości.
— Nie bardzo mi pomogłaś — szepnęła, marszcząc czoło. — Jak często schodzi na Ziemię?
— Afrodyta w ostatnich wiekach troszkę rzadziej wędrowała do świata śmiertelników, ale wciąż było to raz na sto lat
— Raz na sto lat? — Penelopa wytrzeszczyła oczy. — No tak, bogowie inaczej odczuwają czas. Zapewne uważasz się za bardzo młodą driadę?
— Tak, liczę sobie jedynie kilka tysięcy lat, więc jestem jeszcze dzieckiem — odparła Etylia.
— Nie pytałam — mruknęła.
Penelopa spojrzała ku niebu, ale nadal nie pojawiła się na nim choćby jedna chmurka.
— Penelopo, wysłuchaj proszę mej prośby — rzekła nagle hamadriada.
— Spróbuję.
— Uważaj na siebie. — Etylia pochyliła się nad Rosińską i dotknęła dłonią jej czoła. Chwilę pogładziła miejsca, w którym znajdowało się naznaczenie, i dodała: — Ono staje się coraz silniejsze. Przychodzi jego czas, więc musisz być ostrożna, bo w każdej chwili możesz zostać okradziona z tego daru.
— Ale ja go nigdy nie chciałam. — Naburmuszyła się. — Wiem i przepraszam — dodała natychmiast — jesteś moją przyjaciółką i, gdyby nie ty, nie wiem, jak poradziłabym sobie w wielu sytuacjach, ale mimo wszystko ten dar to udręczenie.
Penelopa podniosła się. Rękoma złapała się za głowę i skrzywiła nieznacznie, czując się zakłopotana. Nie umiała spojrzeć przyjaciółce w oczy, kiedy powiedziała tyle nieprzyjemnych słów. Jednak nie uciekła, tylko czekała, aż zbierze w sobie odwagę na wyjaśnienia.
— Rozumiem — rzekła Etylia. — Nie chciałam…
— Nie! — przerwała gwałtownie Penelopa. — To ja nie chciałam być niemiła. Przepraszam. Zawsze gadam głupoty zanim pomyślę. — Prychnęła, odwracając się od hamadriady. — Jestem tylko zwykłą śmiertelniczką. Śmiertelniczką, która nie powinna otrzymać takiego daru.
— Żałujesz więc, że naznaczenie zostało ofiarowane tobie? — spytała wątpliwie Etylia.
— Tak — skłamała.
Od lat marzeniem Penelopy było odrzucić ten dar, żyć jak normalny człowiek i przestać się martwić o to, czy gdzieś zza rogu nie wyskoczy cyklop pragnący zdobyć naznaczenie. Problemy pojawiały się w jej życiu na każdym kroku i większość z nich powstawała za sprawą nieokiełznanych stworzeń mitologicznych. Ale mimo tych wszystkich wad, nie potrafiła szczerze stwierdzić, czy aby na pewno żałuje tego, że otrzymała ten dar.
— To żałuj, ale nie zapominaj, że kiedyś złe słowa mogą przynieść złe konsekwencje — ostrzegła ją Etylia, wracając do swojego domu.
— Przepraszam — szepnęła jeszcze raz Penelopa, sprawiając, że wyrzuty sumienia tylko się pogłębiły.
Etylia wtopiła się w drzewo, ani razu nie spoglądając w stronę Penelopy.
Oparła ręce na biodrach i ze skwaszoną miną uderzyła w metalowy pręt. Podniosła dłoń i kilkukrotnie uderzyła się w czoło, powtarzając:

— Jaka ty jesteś głupia.

No cóż... Długo mnie nie było, ale studia to studia, a szczególnie rok, kiedy nie dość, że masz przedmioty specjalizacyjne i normalne, to jeszcze musisz pisać pracę licencjacką! Mam nadzieję, że rozdział się podobał! Ogólnie niewiele się jeszcze dzieje, ale niedługo...

19 komentarzy:

  1. Przez przypadek skasowałam cały komentarz, który napisałam . Grrr... :/
    Zmobilizowałam się wreszcie i przeczytałam :D
    To na początek trochę błędów, które rzuciły mi się w oczy:

    "i podążać za nią niczym duch" - podążając
    "Wydawało się dziewczynie" - nie pasuje mi szyk tego zdania. Nie lepiej byłoby "Dziewczyna wydawało się"?
    "wylądowała dokładnie za Pavor" - Pavorem
    "Albo kogo" - kogoś
    "Podniosła się i poprawiła ubiór" - niby nie błąd, ale ten "ubiór" mi zgrzyta :/ Nie lepiej brzmiałoby "ubranie"?

    Więcej nie znalazłam :D
    Faktycznie niewiele się dzieje, ale to nic złego. Gdyby każdy rozdział przepakowany był akcją, to by się czytelnik zmęczył. No, ja bym się zmęczyła, nie wiem, jak reszta :D
    Nie lubię Pavora. Jest dziwny. I ma chyba paranoję :D Jak Penelopa z nim wytrzymuje, nie mam pojęcia...
    Rozdział nie tak chaotyczny, jak poprzedni, już lepiej rozumiem zdolność Penelopy do widzenia mitologicznych istot.

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Właśnie o ubraniu chciałam napisać, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć słowa.
      Ogólnie chciałam zakończyć na tym rozdziale z brakiem akcji, jednak postanowiłam nie pisać jednak zbyt długich rozdziałów.
      I tak jak mówiłam, chaos był na początku, a teraz powoli będę pokazywała, kim jest Penelopa, co umie i jak funkcjonuje świat bogów.
      Wielkie dzięki za komentarz i również pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. No i niech ktoś mi powie, że nie warto przeszukiwać pokojów! Tyle skarbów, które Penelopa znalazła...

    "Na jej nieszczęście właśnie w tym momencie się otworzyły i w progu stanął Pavor ubrany jedynie w biały ręcznik" - no to pobudziłaś moją wyobraźnię.

    "– Możesz się ubrać? – zaproponowała Penelopa" - z tego odnoszę, że różnimy się z Penelopą

    "– Przebiorę się, by cię nie rozpraszać, a ty leć do piwnicy, zaraz przyjdę – oświadczył.
    – Powtarzasz mi to od dziesięciu lat, a jednak nadal brzmi tak samo podejrzanie jak na początku – zażartowała." - hahahhahahhahaha

    Shippuję Penelopę i Pavora. Mocno shippuję.

    W dupie mam co zrobił okropnego Pavor, jego brutalną przeszłość itd. Gościu jest moim nowym crushem.

    "Wstała i podeszła do wiszącej szafki, na której drzwiczkach była przylepiona duża kartka z napisem „Penelopa – nie ruszać”. Otworzyła ją" - może jednak nie różnimy się aż tak. Zrobiłabym to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ja nie łączę tej parki, bo ich relacje już są wystarczająco pokręcone. Widzę, że my zgadzamy się w wielu kwestiach. Pisałam ten rozdział z wielką przyjemnością i cieszę się, że zmieniłam relacje Penelopy i Pavora, zasługują na coś więcej niż tylko na to, co dałam im w poprzedniej wersji.

      Usuń
    2. Rzeczywiście, ich relacje są o wiele lepsze i jednocześnie ciekawsze. A rozdział wyszedł ci super :)

      Usuń
    3. Bardzo mnie to cieszy!!! ;)

      Usuń
  3. Ej, wychodzi na to, że czytałem już obydwa rozdziały. Tak więc jedna uwaga jaką mam to "Kornelii", opowiadanie dzieje się w Polsce, więc pobudzona mogła być "Kornelia", natomiast telefon mógł być "Kornelii".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czułem, że coś z tym rozdziałem spieprzyłem i jednak go pominąłem. Sprawdź czy w spisie treści odpowiednio przenosi odnośnik, bo może to była tego wina, albo mojego głupiego telefonu.
      Masz dużo błędów, gdy nie odmieniasz imion przez przypadki, co dla mnie jest całkiem dziwnym zwyczajem, bo z takimi błędami się zwykle nie spotykam.
      Było też coś takiego jak "woda zagotowała się i zalała kawę czy kubki". Pytanie czy woda zalała, czy Penelopa zalała?
      Nadal brakuje mi mroku i tajemniczości w tym opowiadaniu, póki co jawi się jako bajeczka dla małolatów, przy okazji z bardzo prostackim, wręcz niedorosłym poczuciem humoru, u przecież bardzo dorosłych osób, bo przecież zarówno Penelopa jak i jej przyjaciele są już pełnoletni, a ci przyjaciele to nawet bardzo wiekowi, dlatego do nich nie pasuje mi taka beztroska w zaistniałych sytuacjach.
      Jako trener powiem, że bardzo amatorskie było "ćwicz i opowiadaj". Przy podnoszeniu ciężarków ważny jest oddech, zresztą przy każdym treningu jest ważny. No i sama rozgrzewka nie powinna polegać tylko na tym, a na czym tak dokładnie polegała to nie wiem.
      Podobnie nie urzekł mnie opis walki. Chciałaś to przedstawić jak najdokładniej i to widać, ale przez to jest dużo powtórzeń i wyszło kanciasto.
      Nie rozumiem też dlaczego Penelopa wyszła, skoro chciała się czegoś od przyjaciela dowiedzieć, a ten już zaczął mówić, i ona nagle po tym wychodzi - to kompletnie bezzasadne, nielogiczne i głupie z jej strony.
      To byłoby na tyle i póki co czekam na rozwinięcie.

      Serdecznie zapraszam:
      „Nie jesteś sama” – publikacja nowego rozdziału następuje w każdy poniedziałek

      Usuń
    2. Link działa poprawne w ST
      Ja podejrzewam, że to nie jest błędna odmiana, tylko literówka. Literówki bardzo często mi się zdarzają i przez to wychodzą takie cudeńka. Najgorsze, że ich nie widzę.
      Dzięki za szczery komentarz. Przeczytam jeszcze raz rozdział i poprawię błędy, które znajdę. Ja już wcześniej powiedziałam wszystko na temat mroku itd. Ja nie do końca chcę stworzyć bajeczkę dla małolatów, ale czasami myśli się inaczej, a w efekcie wychodzi inaczej...
      Wezmę sobie uwagi do serca, dlatego dziękuję za szczery komentarz.
      Dziękuję za zaproszenie. Na razie sesja, więc na pewno nie wpadnę, ale jak minie, to postaram sie nie zapomnieć wpaść :)

      Usuń
    3. Pewnie tak samo nie widzisz literówek, jak ja braków w przecinkach lub przecinków nadprogramowych :)

      Usuń
    4. Bardzo możliwe...
      Ja po prostu tak mam, że czytam tekst i czasami ktoś mi wskaże błąd, a ja ślepa i go nie widzę!

      Usuń
  4. Dzień dobry. Oto i jestem, nareszcie, co? Miałam trochę przerwy, nie było mnie u siebie, u innych, a teraz daję znak życia.
    Wciąż lubię Twoje opisy. Są jakby inne (może wiesz, o co chodzi) niż w poprzedniej wersji, ale równie dobre, plastyczne, działające na wyobraźnię.
    W drugim akapicie masz powtórzone (je), tak mi się jakoś mocnow oczy rzuciło, bo znalazły się akurat na tej smej pionowej linii. Ach, te zaimki... mają pomagać w unikaniu powtórzeń, a to je najczęściej powtarzamy.
    Z tym gwałtownym wstaniem i złapaniem się za głowę, według mnie, dziwnie wyszło, trochę groteskowo, przerysowanie. Ja się, szczerze mówiąc, jakoś zaśmiałam.
    Ach, moja stara jak świat pięta achillesowa daje się we znaki... Bądź przygotowana (może pisałam, nie no, kiedyś na pewno pisałam, jak u każdego, hah), że będę pewnie mylić postaci, bo nie umiem zapamiętywać imion, gdy czytam dużo, często, mieszają mi się ze sobą.
    Po ich rozmowie (no Penelopy z tą nową no) masz opis, ze studentką na początku, z powtórzonym być. Nie chcę się czepiać, ale wiem, że pracujesz nad nową, lepszą wersją i myślę, że każde pokazanie chociaż powtórzenia może być pomocne. Jeśli nie chcesz bym wskazywała błędy, po prostu to powiesz.
    Nie wyczułam wcześniej u gościa (XD) odpowiedniej stylizacji językowej, więc to (rzeknij) wyszło nienaturalnie i... śmiesznie?
    Mogłabyś wytłumaczyć, o co chodzi z tym inaczej odczuwanym czasem przez bogów? Chodzi tylko o to, że jak żyją tak długo, to sto lat to nic czy jednak rzeczywiście inaczej odczuwają czas? Bo Afrodyta zawsze kojarzyła mi się z taką trochę nimfą, co lubi schodzić na ziemie i zabawiać się z młodymi chłopcami, ale to może stereotypowe.
    A ja tam Pavora nawet lubię. Interesujący się wydaje.
    Miłego dnia,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Ja też mam na razie przerwę, bo sesja i te sprawy...
      Ogólnie dziękuję za wypisanie zalet, jak i błędów. Uwierz mi, że to nie jest czepianie się. Jestem ogromna za nie wdzięczna, bo ciągle pracują i wskazówki są jak najbardziej mile widziane!
      Postaram się wziąć wszystko pod uwagę.
      A co do czasu... Bogowie żyją wiele, wiele lat, dla nich 100 lat to nic. I faktycznie Afrodyta często schodziła, ale dla niej to często to dla nas całe życie.
      Wielkie dzieki i pozdrawiam

      Usuń
  5. Okej, więc tak.
    Część z Afrodytą dobrze pamiętałam. No dobra, w miarę... Ale nadal twierdzę, że wychodzi Ci super XD Choć rozumiem tą nagłą chęć poprowadzenia opowiadania od początku, bo ja źle myślę o swojej UG i wiem, że w przyszłości będę miała dużo pracy, jeśli będę chciała je znośnie poprawić. Czemu muszę być tak leniwa...

    Nie pamiętałam, czy w poprzedniej wersji także była Etylia... Po prostu nie wiem czy tak, czy nie, ale bardzo ta część mnie urzekła, choć sama nie wiem czemu. Było w niej coś takiego... Kurde, świetnego naprawdę, aż nie mogłam oderwać oczu od czytania, a tu nagle koniec... :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Etylii nie było w poprzedniej wersji, wprowadziłam ją jako element świata mitologicznego, który jest miły dla Penelopy :) A poza tym wkrótce się przyda ;)
      Naprawdę cholernie mnie to cieszy, że opowiadanie ci się podoba. Ogólnie ty już czytasz w zasadzie wersję po kolejnej korekcie. Bo ostatnio znowu cośtam zmieniałam :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. W tym rozdziale już widać, że podążasz drogą stworzenia produktu dla nastolatków. Nie wiem czy można opowiadanie nazwać produktem, ale jeśli można, to twój jest nastoletni. Samo zachowanie bohaterów względem siebie, to jak zachowanie gówniarzy na korytarzach szkolnych. Nie wiem czy teraz w modzie jest takie odnoszenie się do siebie, wygłupy tego typu i pozerstwo na wiecznego luzaka, bo sama mam trochę starszych znajomych, ale przez to co zrobiłaś z Pavorem, niby nauczycielem, to coś co mnie zniesmaczyło. Stał się takim kumplem, nastoletnim kumplem. Nie wyczuwam, by od niego biło jakieś doświadczenie życiowe, rozwaga, dojrzałość. Wcale nie da się wyczuć, że przeżył tyle lat ile przeżył. No i jako trener... proponuję kiedyś obejrzeć jakiś trening na You Tube chociażby.
    Podobne zastrzeżenia co do Pavora mam do bogów, bo ani bogini lasu, ani Afrodyta się nie popisali. Cały czas mam wrażenie, jakbyś pisała o grupie ludzi (nie bogów, a ludzi) w przedziale wiekowym 12-19. I o ile jednego takiego mogłabym zaakceptować, bo wszędzie i zawsze się taki może trafić, o tyle tutaj czuję przesyt takiej dziecinności i braku powagi, a mitologia raczej kojarzyła mi się zawsze z powagą, w końcu to starożytna religia, a nie jakaś bajeczka. Stąd moje pytanie - czytałaś mitologię czy tylko opowiadania i książki stworzone na jej zgliszczach? Mało która taka opowieść stworzona jest na fundamentach mitologii, raczej większość burzy co było i stawia władne, czasami przemycając mało istotną rzecz, ale charakteru religii jako takiej, to mało która opowieść oddaje.

    Taka Miłość, czyli moja twórczość – serdecznie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ogromnie dziękuję za uwagi. Naprawdę starałam się uchwycić bogów w jak najlepszym świetle, ale chyba mi nie wychodzi :(
      Mogę tylko wyjaśnić, że jeśli chodzi o trening Pavora, to on stosuje metodę, którą jeszcze wpoił mu ojciec, czyli poprzez ciągłą walkę. Dlatego tak miał wyglądać trening, a jego zachowanie to efekt tego, że musi sie wtopić w otoczenie, ciągle ukrywać i udawać. Ale i pewnie tak normalny Pavor, by mi nie wyszedł...
      Naprawdę rozumiem, o ci chodzi, ale chyba najwyraźniej nie potrafię pisać dorosłych i dojrzałych postaci. Sama pochodzę z bardzo dziecinnego domu, rodzice, wujkowie, dziadkowie itd. to osoby bardzo dziecinne i uwierz mi, że niektóre teksty czy zachowania brałam z życia. Ale faktycznie Pavor i inni zasługują na coś lepszego.
      I jeszcze odpowiadając na pytanie, tak, szukałam w mitologii faceta, którego nazwiska teraz zapomniałam, ale jest on jakimś brytyjskim profesorem, który zajmuje się mitologią grecką. Wiem, że jest ona brutalna, pełna tajemniczości, ale chyba nie potrafię tego uchwycić :(
      No cóż... Praktyka czyni mistrza, więc nie będę się poddać i będę starała się coraz lepiej pisać!
      Ogromnie dziękuje za uwagi i pozdrawiam ;)

      Usuń
  7. Zmiana szablonu? Ładnie ; )

    Z takich uwag, to zabrakło mi na początku takiego krótkiego opisu Afrodyty. Mam na myśli w takiej formie pierwszego wrażenia. Bo naturalnie, jak na coś spojrzysz, to masz jakieś wrażenia - ładne, brzydkie, ciemne, jasne. Nie interesujesz się szczegółami, ale coś, jakaś ocena się pojawia. A tutaj mam opis, że naga kobieta, ale jakieś jedno zdanie o tym, że to AFRODYTA, piękność nad pięknościami... tego mi zabrakło.

    Poza tym akcja zaczyna nabierać kształtów, jestem ciekawa czy przepowiednia Afrodyty faktycznie się spełni. Natmiast w tej akcji z Etylią uderzyło mnie, jaka Penelopa jest niedojrzała. No bo zachowuje się jak typowa nastolatka, co zawsze narzeka, że dostała dar. No bo uciążliwy i go nie chce, ale musi. Biedaczka. Czekam aż w końcu zacznie rozumieć sens tego wszystkiego, cel takiego a nie innego naznaczenia.

    Chyba tyle ode mnie ; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, dobra, rozumiem, co masz na myśli. Jak będę poprawiała rozdziały, wezmę to pod uwagę. Wielkie dzięki!
      Tak, Penelopa jest niedojrzała, choć z drugiej strony też nie ma się jej co dziwić. Jeszcze w którymś rozdziale wyjaśnię, co przeżyła przez ten "dar". Poza tym pewnie sama nie rozumie, czego chce, ale to chyba w ostatnim rozdziale, który napisałam, jest coś o tym. No, mam przynajmniej nadzieję, że uda mi się w pełni pokazać cel tego daru i to jak Penelopa zmieni swój stosunek do niego. Bo jeszcze wiele przed nią :)

      Wielkie dzięki za szczery komentarz!

      Usuń