wtorek, 21 marca 2017

Rozdział 5 — Słabość


Mężczyzna wyskoczył z domu jak porażony. W jego umyśle kłębiły się najróżniejsze pomysły — od tych najłagodniejszych po najpotworniejsze — o tym, co mogło stać się z Penelopą. Kiedy zauważył leżącą na chodniku dziewczynę, nie zastanawiał się. Zeskoczył ze schodów i złapał za wyciągnięte dłonie Penelopy, przyciągając ją do siebie. Tylko jeden raz spojrzał na dotąd nieznaną mu istotę, której oczy zalane były czystą czerwienią, przebijającą się nawet przez czarny dym. Maleństwo płakało, jednak rozczulanie się nie leżało w naturze Pavora. Bez cienia współczucia wszedł na schody i zaniósł trzęsącą się Penelopę do środka. Położył dziewczynę przy szafce na buty, mówiąc:
— Już nic ci nie grozi. Zaraz wrócę.
Kiwnęła, drżąc.
Pavor uznał, że nie ma czasu do stracenia, dlatego skierował się w stronę wyjścia, gdy Penelopa krzyknęła:
— Czekaj, a broń?!
Pavor zdążył zniknąć za drzwiami, nie słysząc jej wołania. Wściekła rozejrzała się po pomieszczeniu, mając nadzieję, że przypadkowo jakakolwiek broń będzie leżała obok niej; próżne były te marzenia. Przytrzymała się szafki i wstała, próbując zignorować cały ból, który promieniał z ud i brzucha. Nie miała czasu na skupianie się na własnym ciele. Przegrana Pavora była równoznaczna z jej śmiercią. Dlatego zacisnęła mocno zęby i weszła do pokoju, w którym mężczyzna trzymał wszystkie bronie.

Pavor nie miał czasu na słuchanie uwag Penelopy. Każda kolejna minuta bez kontaktu wzrokowego z tajemniczym dzieckiem mogła nie tylko narazić na niebezpieczeństwo bezbronnych ludzi, ale przede wszystkim ściągnąć uwagę najbliżej znajdujących istot mitologicznych. Nie mogę zostać odkryty, nie po tylu latach, powtarzał w myślach, nie umiejąc nawet wyobrazić sobie gniewu Eleonory.
— Pavor — usłyszał dziecięcy, dławiący się głos.
Mężczyzna przystał na schodach i spojrzał na ciemną materię otaczającą niemowlę, która próbowała przybrać jednolity kształt. Szukała własnego wyglądu i sposobu na pokonanie przeciwnika, ale każda forma zmieniała się w obrzydliwszą i godną pożałowania kreaturę.
— Czego chcesz?! — wrzasnął Pavor, licząc, że dodatkowe minuty dadzą mu szansę na podejście i zaatakowanie.
— Ja… Szukać… Pavor… — powiedziała niewyraźnie, dusząc się przy każdym wypowiadanym przez siebie słowie.
— To dlaczego zaatakowałeś tę dziewczynę? — Znalazł się już na chodniku. Żaden krok nie odbierał mu odwagi, a wręcz dodawał siły. Nie znał strachu przed bezpośrednim zmierzeniem się z przeciwnikiem czy śmiercią w walce.
— Ja… Nie… Mówić… Ty… Iść… Mną…
— Nie pójdę z tobą, na Zeusa! — oświadczył dumnie, przypominając sobie, że ostatni raz, kiedy wypowiedział imię Najwyższego Ojca, miało miejsce piętnaście lat temu.
Poczuł mrowienie w sercu, a umysł zalały wspomnienia z dawnych czasów. Walczył przez tysiące lat, biorąc udział w bitwach, o których pamięć już dawno przeminęła. Ciął przeciwników, wspierając tych, którzy ruszali w bój z jego symbolem wyrzeźbionym na tarczy. Dziś krył w mrokach przeszłości, a prawdziwe imię widniało tylko na kartach mitologii. Wzniosłe modlitwy przeminęły, wraz z chwałą i niemal całą dumą.
Nie wiem, kim jesteś, pomyślał, lecz rozszarpię twe ciało, a gdy będziesz się wił po otchłaniach Tartaru, me imię będzie torturować cię aż po sam kres istnienia. Dreszcze ekscytacji nie mogły przeminąć, szaleńczy uśmiech przykrył twarz, a nogi prowadziły Pavora ku przeciwnikowi. Stara blizna otworzyła się. Z dawnej rany spłynęła po policzku strużka krwi i upadła na chodnik, tworząc szlak ku niemowlęciu.
Nieprzyjaciel, widząc zbliżającego się Pavora, w szaleństwie rzucił mocą we wszystkie strony, odpychając kawałek od siebie mężczyznę. Kiedy energia rozproszyła się po całym podwórku, szansa na odzyskanie formy nadeszła. Dziecię uformowało sześć wężowych ogonów, z których każdy wyrastał z niewielkiej kuli mocy otaczającej swego pana.
— Pavor… Źle… — szepnęło.
Wszystkie ogony zaatakowały równocześnie, próbując zatrzymać Pavora z każdej strony. Mężczyzna wykonywał proste, ale skuteczne uniki, wiedząc, że wciąż walczy z niemowlęciem. Dał się podejść Eleonorze, co świadczyło o braku dawnych umiejętności. Jednak każda sekunda, zbliżająca Pavora do bezpośredniej walki, sprawiała, że czuł przepływającą w swojej krwi moc. Nie myślał. Serce prowadziło mężczyznę do przeciwnika, zatracając Pavora w amoku walki. Żądza przysłaniała mu zdrowy rozsądek, doprowadzając do chwilowej nieuwagi i okazji, którą niemowlę wykorzystało. Jedno z odnóży, schowane za drugim, uderzyło Pavora bez jakichkolwiek zahamowań. Cała siła skumulowała się na brzuchu mężczyzny, unosząc go i wbijając w kruchy tynk budynku.
Pavor syknął z bólu. Na Zeusa, zbyt wiele lat przebywałem wśród ludzi, pomyślał, szukając jakiegoś wytłumaczenia. Potrząsnął głową, zdając sobie sprawę, że żadne usprawiedliwienia nie mają teraz znaczenia. Po chwilowym paraliżu złapał bestię w uścisku i zaczął ją dusić. Mięśnie napiął do granic możliwości, aż w końcu zrobił pierwszy krok, by wydostać się z pułapki. Odepchnął od siebie jedno z ramion, ale kolejne przygotowały się do ataku.
— Masz, stary dziadzie! — usłyszał krzyk Penelopy.
Na moment zamarł. Powtarzał sobie, że tylko przywidzenia, ale przy samych drzwiach naprawdę stała Penelopa. Nie wierzył, że postąpiła tak nieodpowiedzialnie.
WYNOCHA! — wrzasnął wściekły, lecz w tym samym momencie dziewczyna rzuciła pod jego nogi krótki, żelazny miecz z wyrytym napisem na ostrzu.
— Nie dziękuj. — Zniknęła za drzwiami tak szybko, jak się pojawiła.
Pavor zacisnął usta w wąską linijkę. Nie zaprzeczał, w jakimś stopniu Penelopa zaimponowała mu. Nie rzuciła się bezmyślnie w wir walki, tylko dała mu działać, równocześnie niosąc pomoc.
— Muszę pamiętać ją później pochwalić — szepnął, po czym natarł na dziecko, odcinając jedno z wężowych ramion. Dźwięk stali, wydobywający się z każdym najmniejszym zamachem, był dla jego uszu najsłodszą ambrozją. Zapomniał już zimnego dotyku rękojeści, którą trzymał podczas każdej bitwy, na każdym starciu. Najwierniejszy towarzysz wrócił, dodając Pavorowi sił i przypominając mu, że jeszcze nie stracił własnego „ja”.
Mknął przed siebie, nie znając żadnych barier. Jedne, za drugimi ramiona padały na chodnik, a droga do dziecka powoli otwierała się. Płacz niemowlęcia przybierał na sile. Strach zapanował w jego sercu, lecz całkowita niemoc sprawiła, że mógł tylko czekać na ostateczny cios; na moment, w którym ostrze przeciwnika zatopi się w delikatnym ciele.
— Kto? — spytał Pavor, powoli przebijając krótki miecz przez skórę niemowlęcia. — Kto?! — powtórzył, tym razem bardziej stanowczo.
— Ma…ma… — odpowiedziało konające dziecię.
— Mama? — powtórzył pytająco Pavor.
Z początku do mężczyzny nie dotarło, co usłyszał. Kiedy jednak istota rozmyła się w powietrzu, pojął, że to jeszcze nie koniec.
Podniósł się gwałtownie, przygotowując do kolejnego ataku, ale reakcja była za wolna. W ciągu chwili długi, wężowy ogon o zielonych, iskrzących się w słońcu łuskach wbił się w tors mężczyzny, odpychając go w okolice schodów. Pavor upadł na chodnik, obijając sobie całe plecy, lecz zignorował ból, by kontynuować walkę.
— Słodko — rozległ się wokół niego kobiecy, ponętny głos.
Gruby ogon zacisnął się wokół Pavora, uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch. Szarpał się, próbował wyswobodzić rękę, lecz pozostały mu jedynie przekleństwa, które zaczął kierować w stronę wroga. Wmawiał sobie, że gdyby tylko chwilę wcześniej zdał sobie sprawę, że niemowlę było tylko przynętą, szybciej odpowiedziałby na atak. Teraz było jednak za późno. Przed jego twarzą wyłoniła się sylwetka pięknej, o dorodnych kształtach kobiety, której oczy, o kolorze głębokiej zieleni, pamiętał za dobrze. Pełne ciekawości, ale i czystej wrogości wobec wszystkich, którzy byli związani z Olimpem.
— Lamia — wydusił z siebie, a kobieta przybliżyła się i położyła głowę Pavora na swoich piersiach, które pokrywała jedynie cienka warstwa łusek.
— Znalazłam cię, chłopczyku — powiedziała drwiąco. — Tak łatwo, tak dziecinnie, tak słodko — mówiła, podśmiewując się za każdym razem, gdy wypowiedziała jedno słowo. — Wracasz na Olimp, a ja cię tam przyprowadzę. — Zadrżała z odrazą na samą myśl o domu bogów.
Pavor dusił się. Lamia nie znała umiaru, a wydobywająca się z niej czysta nienawiść sprawiała, że zapominała o wszystkim. Błądziła wzrokiem po zniszczonych płytach, spojrzała na furtkę, aż zatrzymała się przy domu Pavora. Skierowała wzrok na podłoże, przez moment zastanawiając się nad tym, czy może sprawić sobie przyjemność? Nie gonił jej czas. Miała tylko sprowadzić Pavora, ale nikt nie powiedział kiedy i w jakim stanie. Na samą myśl o spełnieniu pragnienia głodu przerażający uśmiech przykrył jej twarz, a oczy wypełniło czyste pożądanie.
Kobieta zapomniała się na krótki moment, sprawiając, że ścisk ogona zelżał. Pavor nie zamierzał zrezygnować z okazji do rozkojarzenia dawnej piękności, którą pamiętał jeszcze z dni, kiedy była człowiekiem.
— Zeus nigdy nie zmienia zdania, więc dlaczego? — spytał.
— Ten zdrajca — uderzyła pięścią o schody — potrzebuje cię! — syknęła przekonująco, kładąc dłoń na swoim policzku. Oddech kobiety był nierównomierny. Z jej ust wydobywał się odór gnijących ciał, a usta pokrywała cienka warstwa zaschniętej krwi. Rzucała powabne spojrzenia stronę Pavora, aż szepnęła: — Znam cię, jednak ty jesteś mi obcy. Miałeś na imię…
— Nie wymawiaj tego imienia! — ryknął.
Lamia gwałtownie odsunęła się. W jej oczach pojawiły się strach i zwątpienie, lecz trwało to tylko chwilę. Syknęła, wystawiając wężowy jęzor. Złość kipiała wewnątrz bestii, nie mogąc znieść, że upadły potrafił obudzić moce, uśpione w ludzkim świecie od wielu lat. Nie umiała wybaczyć momentu słabości, który okazała wobec nic nieznaczącej osoby.
— Słaby. — Zaśmiała się przerażająco. — Ludzki. Żałosny. Kim jesteś i co zostało z twej dawnej potęgi? Gdzie wielki wojownik, którego symbol był oznaką męstwa i strachu? — pytała wyniośle, drwiąc z Pavora.
Prawą dłonią dotknęła czoła, po czym zaczęła gładzić brązowe włosy przylegające do jej głowy. Musnęła szyję, aż dotarła po piersi, głaszcząc je i próbując skusić Pavora, by odrzucił wszystko i zatopił się w namiętności, którą mu oferowała. Muskała jego wargi swoimi, pozostawiając krwawe ślady na ustach mężczyzny. Lamia tak mocno pragnęła zatopić ostre zęby w twardej skórze wojownika; powrócić do dawnych czasów, w których każdy dzień przynosił jej obfite posiłki. Choć cząstka pozostałego rozsądku podpowiadała Lamii, że nie może skrzywdzić Pavora; nie teraz, gdy odzyskała dzieci.
— Atena zwróciła mi moje maleństwa — powiedziała, dusząc się — dlatego nie skrzywdzę cię. Ale jestem taka głodna…
Odejdź, pomyślał Pavor, nie mogąc znieść upokorzenia ze strony tak nędznej istoty, jaką była Lamia. Jej słowa kryły w sobie prawdę, lecz nie była świadoma, jak bardzo pragnął odzyskać utracą potęgę; wnieść się na Olimp, gdzie czekało na niego własne miejsce, zamiast tkwić w tym niskim, ludzkim świecie i służyć Eleonorze. Chodził za nią niemal każdego dnia jak posłuszne szczenię, wykonując najmniejsze polecenia i pogrążając się jeszcze bardziej i bardziej. Jednak nie miał również zamiaru znowu służyć komukolwiek z bogów — czy to Zeusowi, czy to własnemu ojcu. Nie po to podniósł miecz przeciw Olimpowi, by teraz wrócić do niego i żyć na łańcuchu.
— Zeus przysłał po mnie najpiękniejszą z bestii — szepnął do szpiczastego ucha Lamii.
— Tak — odpowiedziała, wyginając ciało w łuk.
— To było jedno z twoich dzieci i Zeusa.
— Tak! — wykrzyczała. — Gdybyś nie odszedł z Olimpu, wiedziałbyś, do czego doprowadziła Eleonora. Jak poważne konsekwencje mają jej działania. Konflikty trwają: jedni chcą przejść na stronę Eleonory, drudzy pozostać przy boku Zeusa, a trzeci zająć miejsce Ojca. Atena to wierny sługa ojca. Umie zabierać, ale i dawać. Oddała mi dzieci, a ja oddam jej ciebie!
— Atena oddała ci martwe dzieci? — zapytał, ignorując część o porwaniu jego samego.
— Tak. Oddała je. Całe i żywe. — Musnęła dłonią bliznę Pavora. — Ona cię tu trzyma siłą. Każe ci robić to, co musisz.
— A Zeus nie będzie mi kazał?
— Będzie, a ty będziesz robił to, co on ci nakaże.
— Nie — odparł stanowczo. — Nigdy.
— Nawet za cenę życia kobiety, którą ukrywasz w tym domu?
— Tym bardziej — odpowiedział szybko.
— A więc jednak posilę się przed wzniesieniem się na Olimpu, a ty udowodnisz, że ludzki świat nie odebrał ci resztek godności.
Przybliżała do siebie Pavora, nie mogąc pozwolić by ten w jakikolwiek sposób wyswobodził się z jej uścisku. Lamia wiła się ku schodom, czując słodki zapach młodego, silnego ciała, w które wkrótce zatopi swe zęby. Pamięć o sycącym, metalicznym smaku krwi doprowadzała jej ciało do szaleństwa. Miała za cel dotrzeć do mieszkania i na oczach Pavora sprawdzić, na ile prawdziwe były jego słowa.
Pavor ścisnął w dłoni miecz, wierząc, że okazja się nie powtórzy. Zamroczona pragnieniem kobiecego ciała Lamia, traciła nad sobą kontrolę. Nawet jeśli nie było to mięso mężczyzny, głód okazywał się silniejszy od zasad czy przyzwyczajeń. Uścisk zelżał, dając jedyną szansę na atak. Mężczyzna napiął mięśnie, stopniowo próbując uwolnić rękę i jednocześnie wbić ostrze w wężowy ogon. Kraniec miecza zbliżał się do skóry, ale nadal brakowało tych kilku centymetrów do celu. Nakazywał mięśniom jeszcze większy wysiłek, aż w końcu gwałtownie podniósł rękę, zatapiając żelazne ostrze w przeciwnika.
Nagły ból przeszył Lamię. Z krzykiem upadła na najwyższej znajdujący się schodek, nie umiejąc dłużej utrzymać równowagi. Wrzeszczała, jakby pragnęła, by sam Olimp ją usłyszał. Zamachnęła się dłonią, by ostrymi pazurami wydrążyć Pavorowi dziurę w ciele i wyciągnąć wszystkie wnętrzności. Patrzeć jak kona w agonii, a potem na jego oczach rozszarpać dziewczynę, która znajdowała się w ukryciu.
— Zabiję! Zniszczę! Nienawidzę! — mówiła Lamia, szarpiąc dłonią za barierkę, która w końcu ułamała się u podstawy. Ciało bestii upadło głucho na zniszczony chodnik, kładąc się niemal przed samym Pavorem.
— Jestem kim jestem — szepnął niewyraźnie.
Nie śpieszył się. Czerpał satysfakcję z każdej reakcji Lamii, przepełnionej strachem i nienawiścią, nie umiejąc równocześnie powstrzymać nostalgicznych wspomnień, które wiązał z dawnymi bitwami. Ile to razy spoglądał z góry na czołgającego się wroga, wciąż liczącego, że bogowie przyjdą mu z ratunkiem? Ile razy zadawał niegroźnie ciosy, by napawać się dłużącą się agonią wojownika? I ile razy wypowiedziane jego imię sprawiało, że strach zstępował na przeciwników, burząc wszystkie morale, jakie im jeszcze pozostały? Wiele…
Pavor zaczerpnął świeżego powietrza, po czym raptownie wsunął ostrze w ogon Lamii, przygniatając ją do ziemi. Żadne próby ucieczki nie miały teraz najmniejszego znaczenia. Wicie się tylko pogłębiało ranę, doprowadzając do większego krwawienia. A Pavor patrzył, nie uśmiechając się i nie smucąc. Tylko przyglądał się cierpieniu Lamii, by w końcu powiedzieć:
— Naprawdę zapomniałem. Dziękuję.
Wysunął miecz i, chcąc zakończyć walkę, przymierzył się do przebicia serca bestii. Wrzask rozniósł się echem, lecz ostrze przecięło tylko powietrze, zatrzymując się dopiero przy samej ziemi. Lamia zniknęła tak szybko, jak się pojawiła, pozostawiając po sobie jedynie zniszczone podwórko i ślady krwi na chodniku.
— Fortuna ci sprzyja — szepnął, wycierając mokre od potu czoło. — Penelopa. — Pognał prosto do domu, przypominając sobie, że dziewczyna wciąż siedzi wewnątrz, czekając na zakończenie walki. Zapomniał się. Dawne nawyki wzięły górę, a troska o Penelopę odeszła w niepamięć, choć był jej opiekunem.
Kiedy wszedł do środka, ujrzał siedzącą w kącie dziewczynę. W tej jednej chwili poczuł ulgę. Miecz wypadł z dłoni, a ciepły uśmiech zagościł na twarzy Pavora. Podszedł do Penelopy, przyklęknął i przytulił ją do siebie. Jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, usłyszał ciche:

— Przepraszam, że krzyknęłam.
INFORMACJE:Ogólnie ten rozdział poprawiałam chyba ze 4 razy. Raz napisałam całość, potem uznałam, że Lamia wyszła mi za dziecinnie, następnie zobaczyłam, że znowu jest za sucho, za poprawnie i ostatni raz przyniósł mi upragnioną satysfakcje. A jak tam z Wami? Podobało się?Jeszcze tylko powiem,o co chodzi ze zmianą nazwy bloga. Otóż planowałam 3 historie z tego uniwersum, ale uznałam, że skoro one należą do tej samej części opowieści, to czemu mam dawać je na oddzielne blogi. Jeszcze to wyjaśnię, ale w Spisie Treści wszystko jest. Opisy kiedyś dodać i wyjaśnię szczegółowo :) A glosariusz jest teraz obok, bo dziwnie wyglądał przy tym szablonie ;)

6 komentarzy:

  1. Witaj! Właśnie przeczytałam twoje opowiadanie. Piszesz w bardzo ciekawy, płynny sposób, więc bardzo mi się podobało. Nie wiem jeszcze, jak to będzie ogólnie z fabułą, więc w tej kwestii za dużo nie powiem, ale postacie już budzą emocje. Uwielbiam Pavora, a Eleonorę z kolei mam ochotę rozszarpać i zjeść na kolację, tak mnie drażni xD W rozdziale pierwszym widziałam trochę literówek i źle odmienionych wyrazów, za to w drugim troche gubiłam się w dialogu z driadą, bo nie wiedziałam momentami, co kto mówi, ale to nie są jakieś rażące błędy. Z pewnością zostanę tu dłużej i być może przeczytam też inne twoje opowiadania, jeśli tylko czas pozwoli. Przy okazji zapraszam też do siebie:
    http://preludiumofwyverntrylogy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od końca zacznę, ale moje inne opowiadania to raczej fanfici. Niektóre z nich planuję przerobić na autorskie opowiadania, ale na razie nie mam na to czasu. Wiem, że robię sporo literówek, ale mam jakąś blokadę. Po prostu nie widzę błędów. Np. ten rozdział sprawdzałam chyba ze 4 razy i dalej nie zauważam literówek :( Może w święta siądę i poczytam jeszcze raz, by te wrednoty wyłapać!
      I dzięki za uwagę z driadą. Sprawdzę, co tam nie gra.
      ogólnie super, że Ci się spodobało. NIe polecam jeść Eleonory, nie jest smaczna!

      Usuń
  2. Hej :D
    Kilka błędów na początek:
    'leżącą na chodniku dziewczyn' - dziewczynę
    'Jestem kim jestem' - przecinek po 'jestem'
    'mięsno mężczyzny' - mięso
    Było chyba coś jeszcze, ale nie mogę teraz tego znaleźć ;)

    Zazgrzytało mi trochę to, że Pavor tak po prostu wybiegł z domu bez broni. Przecież to doświadczony wojownik. Nie powinien popełniać takich głupich błędów.
    Spodobało mi się to, że Penelopa nie włączyła się do walki. Szczerze, to spodziewałam się takiego oklepanego momentu, w którym Pavor przegrywa, aż tu nagle znikąd pojawia się Penelopa i wspólnie pokonują przeciwnika. Na szczęście, dziewczyna ograniczyła się tylko do rzucenia mu broni ;)
    Niezbyt rozumiem ten wątek z Lamią, ale podejrzewam, że jeszcze się nieco wyjaśni. Albo to ja jestem dzisiaj nieogarnięta, heh ;D

    Pozdrawiam,
    ellain
    http://smak-magii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie jeśli chodziło o to, że Pavor wybiegł bez broni, to mam na to wytłumaczenie. CZAS. Pavor miał walczyć z nieznanym przeciwnikiem, sięgnięcie po broń wiązało się ze zmarnowaniem czasu, kiedy liczyły się sekundy. Nie wiedział, co się stanie, jak zaatakuje, a pozostawienie tak niebezpiecznego stworzenia na zewnątrz oznaczało stworzenie jeszcze większego zagrożenia dla niego i Penelopy. A poza tym pewnie byłby pokonać "dziecko" i bez broni, ale to może kiedyś.
      I wiem, sama nienawidzę tego oklepanego schematu, że doświadczony wojownik przegrywa a laik ma power-upa i pokonuje przeciwników.
      A co do Lamii jeszcze się okaże, głównie w kolejnym rozdziale przypomniałam w skrócie mit o niej. Ale ogólnie to polega na tym, że odzyskała dzięki Atenie dzieci, a w zamian za to miała sprowadzić Pavora na Olimp. Choć to nie wszystko, ale na razie nic nie zdradzam :)
      Dzięki wielkie za komentarz i wskazanie błędów ;)

      Usuń
  3. Dobry wieczór. To znowu ja, bo znalazłam jeszcze chwilę. :)
    (Maleństwo płakało, jednak rozczulanie się nie leżało w naturze Pavora). Myślę, że nie musiałaś tego dopowiadać. Widzimy, możemy interpretować jego zachowanie.
    (Przegrana Pavora była równoznaczna z jej śmiercią). Podoba mi się. Naturalne. Chęć przetrwania, sentymenty później i jakieś heroiczne wyczyny w imię dobra.
    Och, urocze dziecko, doprawdy. Dziwne, że i w Pevorze nie obudził się żaden instynkt ojcowski. :)
    Koleżanka wyżej myślała tak jak i ja. Na szczęście Penelopa zniknęła. Ale zdążyła rzucić typową dla siebie, ciętą uwagą! Także ten, duży plus za zachowany realizm i tak dalej.
    Mama? Nie ma co, zabrzmiało strasznie. Te odnóża, macki, czerwone oczy i takie: ma-ma. Milusio. Doprawdy. Ta cała Lamia się jakby specyficznie wypowiada. Słodko i nieprzyjemnie zarazem. Tak... mdło? W dobrym sensie, pasuje to do niej. Jakby ktoś używał zdrobnień, chwalił, tak naprawdę wyzywając, ganiąc. To ten typ czarnego (?) charakteru. Oddanie martwych dzieci... dziwne kontakty z Zeusem, Olimp... Liczę na więcej Lamii. Może być ciekawą bohaterką. Nie tak oczywistą, jednoznaczną.
    Och, cofam to wyżej. Mam wyczucie. Ale Cię nie zabiję za urocze zakończenie z naszą dwójką.
    Pozdrawiam,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tego, więc dzięki za tak bogaty komentarz. Dużo tego jest, choć czasami chaotycznie i czasami nie do końca wiem, o co ci chodzi. Ale po kolei.
      Pavor i Penelopa to relacja, która była pielęgnowana przez 15 lat. Nie ważne kim jest Pavor, bóg, heros czy ktokolwiek inny i cokolwiek innego, on przez 15 lat budował relacje z Penelopę, ciągle spędzając czas tylko na ziemi.
      Fajnie, że spodobało Wam się działanie Penelopy. W zasadzie mnie zawsze denerwowało to, że bohaterka - rok doświadczenia w walce, nauczyciel - kilkanaście/dziesiac lat, a kurde kto wygra w walce? Oczywiście, że bohaterka i to bez najmniejszego powodu, kurcze!
      A! Już, rozumiem, o co ci chodziło! Dobra, nie sądziłam, że tak możecie to zinterpretować... Dobra, jeśli chodzi o twoją ostatnią wypowiedź, to mozesz i tak mnie nie zabijać :)
      Dzięki za komentarz i za uwagi!

      Usuń