wtorek, 21 lutego 2017

Rozdział 4 — Więzienie


Pavor nie znał innego zakończenia rozmowy niż ta, która miała miejsce przed chwilą. Od kiedy przyjął do siebie Penelopę, jako swoją uczennicę, nieustannie zmagał się z ciężkim charakterem dziecka, dziewczynki, a teraz już dorosłej kobiety; zawsze nabuzowanej i obrażającej się o byle co, by później żałować czynu i przepraszać po stokroć. Tym razem jednak czuł, że dziewczyna pragnęła szczerej rozmowy. Choć starała się tego nie okazywać, ostrzeżenia Afrodyty musiały ją zaniepokoić.
— Dlaczego do niej przyszłaś? — zapytał na głos, licząc, że odpowiedź stąpi nieoczekiwanie z Olimpu.
Prychnął i wrócił do kuchni, wykładając na stół telefon. Zamierzał czekać na wiadomość od Penelopy z przeprosinami, choćby miał na to przeznaczyć cały dzień.
Wziął łyk jeszcze gorącej kawy, rozkoszując się aksamitnym, słodko—gorzkim smakiem napoju, który uczennica sporządzała z umiejętnościami profesjonalnego baristy. Żałował tylko, że naprzeciw niego nie siedzi teraz mistrzyni kaw. Od kilkunastu lat Pavor próbował zachowywać dystans wobec Penelopy — głównie ze względu na swoją przeszłość — który wraz z upływem czasu zamieniał się w nietypową relację między upadłym z Olimpu a człowiekiem. Trenował ją, nauczał o historii bogów, o istniejących prawach w świecie mitologicznym, a także był jej mentorem i przyjacielem, gdy go potrzebowała. Nigdy nie uchylił choćby rąbka tajemnicy o samym sobie, choć o Penelopie wiedział wszystko — była to jedna z wielu umów, którą zawarli i ściśle przestrzegali.
Pavor pokręcił głową, uznając, że za bardzo przejął się losem Penelopy. Dziś była jeszcze młodą dziewczyną, lecz wystarczyło kilkadziesiąt lat, by patrzeć na jej śmierć. Nie były mu potrzebne uczucia związane z tak bolesną rozłąką.
— Musisz się powstrzymywać — rozkazał sobie, biorąc do ust kolejny łyk kawy.
— Dlaczego? — usłyszał zza siebie głos.
Mężczyzna zachłysnął się, wypluwając przed siebie napój strumieniem i brudząc połowę niedużej kuchni. Wstał, podszedł do zlewu i przemył twarz, lecz nic nie mogło zmyć z niego utraconego honoru. Dał się podejść — już trzeci raz w tygodniu. On — wyszkolony wojownik, który potrafił wyczuć niebezpieczeństwo z nawet dużych odległości.
Eleonora śmiała się w najlepsze, lecz przestała, gdy napotkała surowy wzrok Pavora. Usiadła grzecznie przy stole, poprawiając długą, czarną suknię na ramiączkach, która przylegała do jej kobiecego ciała. Włosy miała zaplecione w gruby warkocz, który opadał na jej nagie plecy. Niewątpliwie kusiła swym wyglądem. Pavor znał ją od wieków i tak samo reagował za każdym razem, kiedy tylko ją ujrzał. Pragnął dotknąć jej mlecznej skóry, zdjąć z niej niepotrzebny materiał i wziąć nawet na stole w kuchni. Jednak za każdym razem powstrzymywał się od choćby patrzenia na piersi tej kobiety.
— Przerażają mnie twoje myśli — odezwała się Eleonora, zaglądając do umysłu mężczyzny.
Posłała mu powabny uśmieszek, postanawiając trochę podręczyć się z biednym Pavorem, który właśnie odbył niezbyt przyjemną rozmowę z podopieczną. Poza tym znała go na tyle, by wiedzieć, że nie jest skory do zwierzeń i bez wykorzystywania mocy oraz spoglądania mu w umysł, nie uzyska upragnionych odpowiedzi.
Pavor nic nie odpowiedział, nie dając się sprowokować. Przysiadł się naprzeciw kobiety, odstawiając na bok kubek z kawą; kolejny raz nie chciał się zalać.
— Widzę, że Penelopa uciekła od ciebie — podjęła kolejną próbę konwersacji.
— Nic nowego — odparł krótko.
— Ma ponad dwadzieścia lat.
— Wiem.
— Potrafiłeś zadawać z dużo, dużo młodszymi dziewczętami.
Pavor skrzywił się na samą myśl, że takie relacje mogłoby go łączyć z Penelopą. Dla niego była dopiero dzieckiem, a poza tym traktował ją jedynie jak uczennicę i przyjaciółkę.
— Martwisz się o nią — kontynuowała.
— Dobrze! — Uderzył dłońmi o stół ze złości. — Chcesz rozmowy, proszę bardzo. Co chcesz wiedzieć?
— Traktujesz mnie oschle! — Oburzyła się. — Nie widzisz, że pragnę tylko pomóc?
— Dziękuję, ale twa pomoc sprawiła, że zostałem wygnany, tułam się w ziemskim padole i jeszcze muszę męczyć się z tą wiecznie obrażającą się na mnie dziewczyną. Czy tak, do jasnej cholery, ma wyglądać pomoc według ciebie, o wielka pani?
Teatralnie rozłożyła ręce. I mimo że tego nie okazywała, słowa Pavora trafiły do niej. Wielokrotnie czuła, że nie czyni zgodnie z wolą innych, a jedynie według własnych zachcianek. Jednak jeśli miała powstrzymać bogów przed czynami, których pragnęli się dopuścić, ofiara była konieczna. Penelopa i Pavor byli tylko pyłkami wszechświata, które niepotrzebne napatoczyły się i weszły w ogromny wir przeznaczenia. Jak raz tam trafili, nie mogli już z niego wyjść.
— Teraz milczysz? — spytał.
Kobieta nie odpowiedziała.
Powstała i podeszła do zlewu, odkręcając wodę. Siłą umysłu rozkazała strumieniowi zmienić kierunek, prowadząc go w stronę nieświadomego Pavora. Jedno życzenie wystarczyło, by płynna substancja zmieniła się w ostry, lodowy szpikulec, który powoli wędrował ku mężczyźnie. Nawet jeśli się bał, nie okazywał tego. Czekał w spokoju, będąc przygotowanym na kontratak w sytuacji, gdyby Eleonora rzeczywiście próbowała go zaatakować.
— Jam jest Eleonora! — rzekła wyniośle. — Ta, która sprzeciwiła się bogom. Ta, która przerwała karę Syzyfa. Ta, która skierowała miecz przeciwko Zeusowi. Ta, która podzieliła Olimp. I ta, która mierzy w wielkiego, bezdusznego i niepokonanego Pavora, który wciąż sądzi, że może o czymkolwiek decydować. Sam zdecydowałeś wymierzyć ostrze przeciw swojemu ojcu. Duma, honor i brak jakiegokolwiek rozsądku sprawiły, że zdradziłeś Olimp.
— Ja… — przerwał kobiecie, lecz zaraz umilkł.
Szpikulec przeszył powietrze i wbił się w ścianę, zaraz za Pavorem. Mężczyzna zdążył uchylić się, lecz wiedział, że na tym nie skończy się atak złości Eleonory. Na jej oczy zstąpiła czysta czerń, która zmieniła nawet białka w ciemność. Skóra poszarzała, a na jej powierzchnię wybiły się czarne żyły. Przychylała głowę to na prawą, to na lewą stronę, lustrując Pavora ze wszystkich stron, aż zamieniła się w ciemny dym, który przemknął przez sufit i zatrzymał się dopiero za upadłym. Chłodne ręce złapały go za szyję, stopniowo zaciskając uścisk.
— Lubię być miła — szepnęła złowieszczo, ponownie przyjmując ludzką formę. — Lubię być podobna do ludzi, więc nie każ mi stawiać się tym czymś i korzystać z mocy, proszę? Pytaj i przestań się ze mną bawić!
Pavor nieznacznie, lecz wyczuwalnie, kiwnął głową, dzięki czemu uścisk Eleonory całkowicie się zwolnił. Jej rozkaz był absolutny. Zawładną każdą komórką jego ciała, nakazując podążać zgodnie ze słowami tej tajemniczej kobiety. Bał się mocy Eleonory, zdolności do kontrolowania niemal wszystkiego za pomocą swojego umysłu. Przerażała go, ale próbował nie okazywać tego strachu.
— Nie umiesz panować nad emocjami — powiedział, masując obolałą szyję.
Osunął się gwałtownie od Eleonory, chcąc zachować, jak największą odległość od tej szalonej kobiety.
— Umiem. — Uśmiechnęła się blado. — Gdybym naprawdę przestała trzymać emocje na wodzy, z ciebie zostałaby tylko namiastka wspomnień.
Prychnął, lecz nie ze śmiechu; bynajmniej. Czuł, że słowa Eleonory są jak najbardziej szczere i prawdziwe.
— Dlaczego Afrodyta przyszła z ostrzeżeniami do Penelopy? — spytał cicho, licząc, że ponownie nie obudzi bestii.
— Bo tak zdecydowało przeznaczenie.
— Czasy się zmieniają, a przeznaczenie przestaje istnieć! — rzekł przekonany o swojej racji. — Mam rację, prawda?
Eleonora pokręciła głową i mruknęła:
— Każde życie pojawia się w jakimś celu na tym świecie. Jest on mniej lub bardziej mi znany, przez wkład, jaki może mieć w dalsze kreowanie rzeczywistości.
— Ale przeznaczenie da się przezwyciężyć…
— Czasami nie da się nic zmienić, a los Penelopy został już przesądzony. Wiem, kochasz ją, ale musisz się z tym pogodzić.
— Nie kocham jej — zaprzeczył stanowczo.
Posłała mężczyźnie ciepły uśmiech i dumnie uniosła głowę.
— Jeśli nie kochasz Penelopy, to pogodzisz się z jej przeznaczeniem.
— Ja… — Przerwał, nie dokończając już zdania. Usiadł jedynie przy stole i przeczesał palcami włosy. Pavor doskonale wiedział o prawach, które rządzą Olimpem i resztą świata, lecz nadal nie umiał się pogodzić z tym, że los Penelopy był z góry przesądzony. I choć go nie znał, wcześniejsze doświadczenia z fatum nauczyły go, że nie zwiastuje nic dobrego.
 Kiedy jednak milczenie zaczęło się dłużyć, a czas na rozmowę się kończył, Eleonora podeszła do szafki z napisem „Penelopa — nie ruszać”. Dotknęła opuszkiem palca kartkę papieru i po raz ostatni spojrzała na zagubionego Pavora. Wiedziała, że nie będzie już im dane spotkać się w najbliższym czasie. Jednak kiedy zaczęła kierować się w stronę wyjścia, do jej uszu doszły pojedyncze piski. Zdezorientowana zatrzymała się i posłała Pavorowi pytające spojrzenie. Mężczyzna również zaniepokoił się tajemniczym dźwiękiem, lecz gdy tylko wstał, by sprawdzić, co się dzieje, usłyszał wołanie:
POMOCY!

***

Penelopa wyszła z domu Pavora, lecz nie minęło nawet kilka minut, gdy gorzko pożałowała swojej decyzji.
— Już trzeci raz w tym miesiącu — powiedziała, uderzając się delikatnie pięścią w głupi łeb.
Przystanęła na środku chodnika, spoglądając w kierunku uliczki, przez którą właśnie przejechał srebrny mercedes — samochód, o którym tak często wspominał ojciec. Jednak samo pojawienie się auta nie miało dla dziewczyny najmniejszego znaczenia, po prostu chciała skupić się na czymś innych niż na myśleniu Pavorze i o tym, co zrobiła.
Przyszła po informacje i po pocieszenie, a wyszła z kolejnym, niepotrzebnym obrażaniem się i brakiem jakiejkolwiek wiedzy o Afrodycie. Penelopa zastanawiała się, czy może jeszcze odkręcić tę sprawę; niejednokrotnie postępowała tak samo, a jednak zawsze Pavor otwierał przed nią drzwi i wpuszczał do środka.
Odwróciła się i usiadła na schodach prowadzających do głównego wejścia. Przysunęła kolana do piersi, poprawiając kucyk, z którego kilka kosmyków zdążyło czmychnąć podczas walki.
Czas mijał, lecz nie podjęła żadnej decyzji. Może liczyła, że Pavor sam wyjdzie z mieszkania i jakaś „opatrzność” sprawi, że rozwiązanie z tej sytuacji znajdzie się samo. Nadzieja przez dłuższą chwilę nie gasła i dopiero odgłosy kłótni, dobiegające za drzwi, sprawiły, że sercem dziewczyny zaczęły targać wątpliwości.
— Ktoś u niego jest? — spytała, podchodząc pod same drzwi.
Mimo że ostra rozmowa była stanowczo głośna, nie rozumiała choćby jednego słowa. Przysunęła ucho, zaczynając nasłuchiwać. Ciekawość była kolejną z wad Penelopy, której nie mogła się pozbyć. Niejednokrotnie Pavor przestrzegał ją przed tym, by nie wtykała nosa w nie swoje sprawy, ale wyższa potrzeba zdobycia informacji i zaspokojenia żądzy wiedzy na temat innych, była silniejsza niż ostrzeżenia mistrza — szczególnie, że rozmowa mogła dotyczyć jej osoby.
Nagły rumor przerwał podsłuchiwanie.
Ciało dziewczyny podskoczyło, a ona sama chwyciła się za szalejące serce. Oparła się plecami o drzwi i po raz pierwszy pomyślała o ucieczce. Jednak w tym samym momencie pojęła, że przecież dźwięk nie dobiegał z wnętrza domu.
„Ostrożność” — lampka zapaliła się w umyśle Penelopy, nakazując zachować wszelkie środki ostrożności, które zostały jej wpojone przez Pavora. Nie mogła podjąć nieprzemyślanej decyzji, zaatakować, gdy szanse na wygraną były niskie — a zawsze były — i nigdy nie dać przeciwnikowi wykonać pierwszego ruchu.
Położyła palec na dzwonku od domu, ryzykując wezwanie mistrza w razie ataku tajemniczej istoty. Dopiero po tym zaczęła się rozglądać za źródłem dźwięku. Może to tylko zbłąkany kot?, pomyślała, lecz w tym samym momencie dostrzegła leżące przy furtce od posesji niemowlę zawinięte w biały kocyk. Drobne rączki wystawały znad materiału, a samo maleństwo płakało. Coś pękło w sercu Penelopy, a matczyny instynkt nie pozwolił jej zostawić dziecka samego.
— Spokojnie — powiedziała. — Nic ci nie grozi.
Zamarła, gdy odsunęła się kawałek od drzwi.
Znajdowała się tak blisko ulicy, przyglądała się jej przez dłuższy czas, więc skąd nagle wzięło za furtką niemowlę. Nie słyszała nawet, by ktoś otwierał wejście — stare, ciągle skrzypiące żelastwo, którego Pavor nigdy nie raczył naoliwić czy wyczyścić.
Nie, powtórzyła sobie w myślach. Nawet jeśli serce nie pozwalało jej zostawić dziecka na zewnątrz, zdrowy rozsądek zabraniał podchodzenia do niego.
Odwróciła się gwałtownie, tym razem decydując się na wezwanie Pavora.
Niespodziewanie poczuła ukłucie w kostce i w ciągu jednej sekundy jej ciało upadło boleśnie na schody. Chciała krzyknąć, lecz tajemnicze macki o kolorze intensywnego fioletu owinęły się wokół jej ust, uniemożliwiając wydanie jakiegokolwiek dźwięku.
Pavor, zdolny pokonać bestię, znajdował się tak blisko, lecz dziewczyna nie miała najmniejszych szans krzyknąć i zawiadomić go o niebezpieczeństwie. Z trudem walczyła o własne życie, ale mimo wszystko musiała wezwać mistrza.
Penelopa poczuła, że ucisk na nodze zacieśnia się, a tajemnicza istota zaczyna ją pociągać ku sobie. Każdy upadek na kolejny schodek przysparzał się silnego bólu, ale starała się to znosić i szukać wyjścia z opresji. Miała wciąż wolne ręce, lecz każda próba odetkania ust, kończyła się niepowodzeniem. Jej dłonie przechodziły tylko przez czarną materię, która powoli zaczęła przechodzić także na jej ręce.
W akcie desperacji złapała się poręczy. Miała wrażenie, że jej noga zaraz zostanie oderwana od ciała, mimo to nie puszczała się drążka. Otarcia na dłoniach od trzymania doszły aż do krwi. Wiedziała, że nie może się już dłużej utrzymać; puściła.
Ciało Penelopy gwałtownie pognało ku furtce.
Dziewczyna uzyskała jedyną szansę na uwolnienie się.
Zgięła wolną nogę i gdy tylko dotarła do otoczonej przez czarną materię istoty, uderzyła. Dziecięcy płacz dotarł do uszu Penelopy, ale tym razem nie pozwoliła uczuciom wygrać. Czarne macki znikły na moment, a ona krzyknęła jak najgłośniej tylko potrafiła:

POMOCY!

8 komentarzy:

  1. Nie mam zbyt wielkiej weny do komentowania, a więc napiszę tylko:
    Przeczytałam, podobało mi się. Za zakończenie w takim momencie jestem zła (ale że sama potrafię skończyć w super momencie to rozumiem) ;/
    Weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, sama ostatnio nie mam weny do komentarzy, więc cieszę się, że rozdział się spodobał, bo to chyba najważniejsze. Rozdział się zakończył jak zakończył, ale powiem, że w harmonogramie mam rozdział na 10.03, więc strasznie długo nie trzeba będzie czekać. A poza tym jeszcze gorzej będę kończyła rozdziały ;)
      Wielkie dzięki i pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie pamiętam - znowu - tej sceny, ale nadal jestem zachwycona! W ogóle to jak wymyśliłaś całą fabułę opowiadania, o w mordę jeża, naprawdę... Wszystko dokładnie porozkładałaś, starannie opisałaś, tak z sercem. Uważam, że to jest po prostu dar. Tak pisać można tylko mając wielki talent i tyle XD

    Pavor wyznaje uczucia? To coś nowego chyba :D Będzie trójkącik miłosny z tym chłopakiem, który zabierze ją w podróż? Uhuhu, naprawdę ciekawią mnie dalsze losy zarówno jego, jak i Penelopy :D
    Swoją drogą, niezła akcja z tym niemowlęciem, olaboga, od teraz nienawidzę dzieci xDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nic dziwnego, bo tej sceny nie było w pierwszej wersji :) Dodałam ją przez wzgląd na relacje Penelopy i Pavora.
      I naprawdę cieszę się, że mój styl pisania i samo opowiadanie ci się podobają. Ja będę starała się tylko coraz lepiej pisać, bo wiem, że jeszcze nad wieloma rzeczami warto byłoby popracować :) Dodam także, że ze światem mitów greckich nie będę się żegnać i już mam w planach drugi plan z inna główną bohaterką w święcie podziemia "Echo z zaświatów" i oczywiście część poświęconej Eleonorze :)
      No i Pavor nie do końca wyznaje uczucia, bo on kocha Penelopę, ale to jeszcze nie jest relacja mężczyzna-kobieta. Zna ją od wielu, wielu lat, widział, jak dorastała, a poza tym była chyba jedyną kobietą, z którą ma i miał takie relacje podczas życia w Polsce. Ogólnie nie chcę niczego zdradzać, bo naprawdę dużo zmieniłam w tej kwestii, ale faktycznie chcę "pogłębić" relacje Pavora i Penelopy. Kurcze, nowy paring "Pape".
      Jeszce akcja z niemowlęciem się wyjaśni, bo to trochę grubsza sprawa ;)
      Wielkie dzięki za komentarz!!! Nowy rozdział już wkrótce, bo w przyszłym tygodniu ;)

      Usuń
  3. Wreszcie tu dotarłam :D
    Parę rzeczy mi zgrzytało, między innymi to, że kilka razy napisałaś 'ciało Penelopy/dziewczyny', co... No, niezbyt pasuje :D Wystarczyło po prostu napisać Penelopa/dziewczyna, bo ciało to co najwyżej martwe może być :D
    Coś jeszcze mi nie pasowało, ale nie mogę sobie przypomnieć, co ^^'
    Poza tym, strasznie irytuje mnie, kiedy bohaterowie mówią sami do siebie. Ale to nie błąd, po prostu takie osobiste odczucie :)
    Za Pavorem nie przepadam, a Eleonora... Sama nie wiem. Dziwna jest, ale chyba nie mam jakiejś większej opinii na jej temat. Jeszcze.
    A ta akcja na końcu rozdziału... Wft o.O Nie mam pojęcia, co się dzieje :D

    Pozdrawiam i czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, dzięki za uwagę. Pewnie jeszcze raz przejrzę rozdział i popoprawiam, póki wszystko "świeże".
      Wielkie dzięki za szczery komentarz ;)

      Usuń
  4. Dzień dobry. Wróciłam do blogosfery, więc zabieram się za nadrabianie.
    Podejrzewam, że z kobietą najtrudniej mu się będzie użerać. To na dodatek najdłuższy okres, więc krzyżyk na drogę, Pavor.
    (— Dlaczego do niej przyszłaś? — zapytał na głos, licząc, że odpowiedź stąpi nieoczekiwanie z Olimpu). Miłe porównanie do mitologicznego tworka.
    (Wziął łyk jeszcze gorącej kawy, rozkoszując się aksamitnym, słodko-gorzkim smakiem napoju, który uczennica sporządzała z umiejętnościami profesjonalnego baristy). Zawsze uważałam napój za złe określenie kawy. Tu w zasadzie nawet niepotrzebne żadne określenie synonimiczne.
    Przy opisie Eleonory nagromadziłaś sporo zaimków. Za dużo (ona) różnie odmienionych. Takie powtórzenia dobrze nie wyglądają.
    ( — Przerażają mnie twoje myśli — odezwała się Eleonora, zaglądając do umysłu mężczyzny). Przydatna umiejętność.
    Tak, rozumiem uczucia Pavora. Jak się kim zajmujesz, opiekujesz, obserwujesz proces dorastania, to potem nie jest taką typową kobietą, na którą można patrzyć pod t y m kontem. Przynajmniej w większości przypadków. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    (Jam jest Eleonora!). Yay, puszy się jak sam Zeus.
    (Na jej oczy zstąpiła czysta czerń, która zmieniła nawet białka w ciemność). Myślę, że lepiej brzmiałoby coś w stylu: Na jej oczy zstąpiła czysta czerń, która ogarnęła nawet białka.
    Kochasz ją Pavor, strasznie kochasz. Dziwna mi się trochę wydaje ta relacja po nowym rozdziale.
    Och, dziecina. Ciekawe któż to?
    Ajj, mocna końcówka. Czyli nie tylko ja lubię dręczyć cliffhangerami. Otwarte zakończenia zawsze i wszędzie. Och, to szczęście Penelopy.
    Do kolejnego, spokojnej nocy,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za wszystkie uwagi! Faktycznie niepotrzebny ten napój, ale tak to jest... Człowiek sprawa po 10 razy i dopiero za 11 coś odkrywa albo i za 20... Dlatego dziękuję ślicznie za ich wypisanie, przy sprawdzaniu kiedyśtam wezmę je pod uwagę!
      I cieszę się, że końcówka się spodobała!
      Pozdrawiam i dzięki za kom!

      Usuń