poniedziałek, 20 lutego 2017

Rozdział 3 — Mistrz


Spotkanie z Etylią nie przyniosło skutków, jakich Penelopa oczekiwała. Szukała ukojenia, pocieszenia i chwili spokoju, ale doznała jedynie nieprzyjemnych uczuć. Pogłębiały się one z każdą chwilą spędzoną w samotności. Potrzebowała obecności drugiej osoby, a nikt obecnie nie był w stanie zaspokoić jej potrzeb. Pavor, mimo ogromnej wiedzy i umiejętności, zawsze powtarzał, że niektórych sekretów nie powinno się wygrzebywać — głównie ze względu na własne bezpieczeństwo. Nigdy się nie dzielił, choć w ostatnich latach Penelopa coraz bardziej chciała poznać swojego mistrza, nauczyć się więcej o bogach i raz, przynajmniej raz, porozmawiać z nim całkowicie szczerze.
Rozmowy Penelopy i Pavora zawsze kończyły się kłótnią, obrażaniem i przeprosinami po kilku godzinach przez telefon. Dlatego dziewczyna bała się odwiedzić mistrza i zadać mu kilka niewygodnych pytań. Ale skoro podjęła już wcześniej decyzję o przyjściu, teraz nie mogła się już wycofać.
— No, dziewczyno, nie bądź tchórzem!
Kiedy stanęła przed domem Pavora, rozejrzała się dookoła, sprawdzając, czy obok niej nie czai się mitologiczny stwór, który tylko czeka na okazję do poznania sekretu mistrza — a przynajmniej zawsze tak mawiał sam mężczyzna.
Penelopa kilkukrotnie sprawdziła najbliższą okolicę, ale nikogo tam nie zastała. Przeszła przez metalową furtkę i weszła po schodach, zatrzymując się tuż przed drzwiami. Nacisnęła za klamkę, jednak okazało się, że wejście jest zamknięte. Nacisnęła na dzwonek kilkukrotnie, lecz nikt nie otworzył.
— Nie mów, że cię nie ma — wymamrotała.
Zeszła na chodnik, postanawiając sprawdzić, czy przypadkiem tylne drzwi nie są otwarte. Weszła do niezbyt zadbanego, porośniętego chwastami ogrodu, na środku którego rosła dorodna jabłoń. O pień opierał się stary, zardzewiały rower, którego Pavor regularnie używał jako środka transportu. Mężczyzna nie ufał współczesnym środkom komunikacji przez doświadczenie sprzed kilku lat, kiedy to spóźnił się na spotkanie, stojąc w popołudniowym korku.
Penelepa spróbowała otworzyć tylne wejście, lecz nawet ten pomysł okazał się mrzonką. Usiadła na mokrej kostce i wyjęła z kieszeni telefon. Wybrała numer mistrza i zadzwoniła. Minęło kilka sygnałów, lecz on nie odbierał. Zrezygnowana wstała i otarła zabrudzone spodnie.
— Chyba będzie musiał wymienić zamek — oświadczyła.
Ustawiła się w pozycji bojowej. Obróciła się i wymierzyła porządnego kopniaka w stronę drzwi. Na jej nieszczęście właśnie w tym momencie się otworzyły i w progu stanął Pavor ubrany jedynie w biały ręcznik. Jedną ręką zablokował cios, a drugą chwycił Penelopę, która straciła równowagę. Mokre włosy częściowo przysłaniały mu oczy, ale nawet bez tego był w stanie zareagować na tyle szybko, by uratować dziewczynę przed upadkiem.
— To już czwarty raz w tym miesiącu, kiedy próbujesz wyważyć mi drzwi — oświadczył zaspanym głosem. — Właśnie brałem kąpiel, więc nie zdążyłem odebrać, a ty, jak zawsze, tylko o niszczeniu myślisz.
— To daj mi wreszcie cholerny klucz do domu! — krzyknęła.
— Nie — odpowiedział szybko. — Zgubisz i moje życie będzie zagrożone.
Przewróciła oczami.
— Tak, a Zeus stąpi z Olimpu, Hades poruszy Podziemiem, a Posejdon zaleje nas Bałtykiem — zażartowała Penelopa.
— Zabawne — odparł obojętnie. — Właź, bo mi zimno.
Przyciągnął do siebie studentkę, prostując ją, po czym popchnął w kierunku przedpokoju. Oboje weszli. Zamknął za sobą drzwi na klucz, równocześnie drapiąc się po głowie. Zebrał mokre włosy, ukazując wyraźną bliznę, która biegła przez policzek, skroń i część czoła.
— Możesz się ubrać? — zaproponowała Penelopa, oglądając ze wszystkich stron mistrza. Mimo wielu blizn, przecinających plecy i tors mężczyzny, był nadal przystojnym, młodym człowiekiem, na którego zwracała uwagę nawet Penelopa.
— Jeśli zaczniesz się ślinić, to cię wyrzucę — wysyczał, zakładając bluzę, która wisiała obok szafki na buty.
Uśmiechnęła się niewinnie i odwróciła, udając, że nie zrobiła niczego złego. Pavor tylko zbliżył się do uczennicy i potargał jej włosy, zanim wszedł na schody.
— Przebiorę się, by cię nie rozpraszać, a ty leć do piwnicy, zaraz przyjdę — oświadczył.
— Powtarzasz mi to od dziesięciu lat, a jednak nadal brzmi to tak samo podejrzanie jak na początku — zażartowała.
Uciekła prędko, znając alergię Pavora na wredne kawały.
Zeszła do piwnicy, zrzucając z siebie grubą bluzę i kładąc ją gdzieś w kącie na nowej zielonej macie, którą mistrza zakupił w ostatnim miesiącu. W całym pomieszczaniu nadal śmierdziało sztucznym zapachem plastiku, a jaskrawy kolor drażnił oczy dziewczyny, ale nie narzekała. Przynajmniej lądowała na czymś miękkim, kiedy Pavor rzucał nią we wszystkie strony.
— Gotowa? — spytał Pavor, wchodząc do pomieszczenia ćwiczebnego.
— Może — odpowiedziała niepewnie.
— Może?
— No… Potrzebuję trochę rozmowy.
Mężczyzna spojrzał na Penelopę z politowaniem, lecz nie zamierzał prawić jej kazań, tylko ręką wskazał by usiadła. Dziewczyna natychmiast usłuchała się mistrza, dziękując mu w myślach za ten akt miłosierdzia z jego strony.
— Odwiedziła mnie Afrodyta — powiedziała wprost.
— Afrodyta? — Wydawał się zaskoczony. — I co mówiła?
— Ostrzegła mnie przez zmianą pogody, wydarzeniem, które jutro nastąpi, i mężczyzną, którego spotkam — powiedziała na jednym wydechu.
Zmieszany Pavor na moment zamilkł. Zaczął rozmyślać na temat ostatnich wydarzeń, które miały miejsce na Olimpie. Słyszał tylko plotki, nie posiadał relacji naocznych świadków, ale wiele wskazywało na to, że nastąpi przełom wśród sił bogów. Mimo wszystko nie umiał połączyć Afrodyty z tym, co się działo. Niepokoiło go, że zdecydowała się odwiedzić Penelopę. Choć bardziej martwił się faktem, że bogini najwyraźniej znała prawdziwą tożsamość Rosińskiej.
— Zawsze ci powtarzam… — zaczął Pavor, postanawiając po raz kolejny przypomnieć jej o środkach ostrożności, do których ma się zastosowywać.
— … że mam nie ufać nikomu, nawet tobie — dokończyła za mistrza. — Wiem i stosuję się do twojego rozkazu bardziej niż do dekalogu. Przepraszam — odparła gwałtownie, gdy zauważyła, że zirytowała Pavora.
— Uważasz, że przesadzam z moimi ostrzeżeniami, ale nie przestanę ci ich powtarzać — odparł stanowczo. — Jeśli kiedykolwiek zdarzy się, że będę prosił cię o zaufanie, nie ufaj mi. Uciekaj i traktuj jak wroga.
Wzruszyła ramionami i odpowiedziała:
— Gdybyś wyjaśnił mi powód, dla którego mam się tak zachować, byłoby mi łatwiej zaakceptować twoją prośbę.
— Nie wyjaśnię ci — odwrócił wzrok — bo mam swoje powody. Mamy przecież umowę — dodał.
— Tak, tak.
Podeszła do mistrza, po czym złapała go za umięśnione ramiona. Uśmiechnęła się słodko, oświadczając:
— Miejmy to już za sobą.
Pavor gwałtownie złapał Penelopę za ręce i przerzucił przez siebie. Wylądowała plecami na matach, lecz nawet one nie zamortyzowały w pełni upadku. Jęknęła z bólu i prędko podniosła się, widząc, że Pavor ponownie atakuje. Pierwszy cios odepchnęła na bok, drugi ominęła. Naparła, ale bezskutecznie. Cofnęła się o kilka kroków i wymierzyła silnego kopniaka; Pavor uczynił to samo. Zderzenie sprawiło, że Penelopa musiała skulić się i złapać za poobijaną łydkę. Tyle lat praktyk i żadnej różnicy, pomyślała, ale zaraz powróciła do rzeczywistości, wiedząc, że to nie koniec walki.
— Czemu tak agresywnie? — krzyknęła zirytowana, lecz odpowiedzi nie otrzymała.
Stanęła na równe nogi i pobiegła przed siebie, uciekając przed Pavorem. Piwnica nie miała zbyt dużej powierzchni, aczkolwiek wystarczała, by nie narażać się na atak ze strony przeciwnika. Mimo to dłuższa gonitwa męczyła, a Pavor wydawał się tak samo rześki jak na początku potyczki.
Gwałtownie zatrzymała się i stanęła twarzą twarz przeciwnikiem, nie chcąc już dłużej przed nim uciekać. Cios padał za ciosem. Penelopa czuła, że walka nabiera tempa a z każdym uderzeniem mistrz coraz bardziej przyspiesza. Nie była pewna, czy dłużej wytrzyma. Potrzebowała chwili odpoczynku, ale żelazna zasada Pavora mówiła, że walkę kończy tylko śmierć.
Mężczyzna nie zamierzał kończyć. Miał coraz mniej czasu, by nauczyć Penelopę podstaw obrony i ataku. Lata doświadczenia sprawiały, że był złym przeciwnikiem dla dziewczyny, ale bezpośrednie zagrożenie stanowili nieśmiertelni. Dlatego nie zamierzał jej odpuszczać choćby na moment.
Penelopa zauważyła, że Pavor był dzisiaj trochę nieobecny. Korzystając z chwili nieuwagi mężczyzny, okręciła się i wykonała kop prosto w plecy mistrza. Pavor jednak gwałtownie odwrócił się i złapał Penelopę w kostce obiema rękoma w zatrzasku. Wykręcił jej nogę, przygniatając ciało dziewczyny do maty.
— Poddaję się — powiedziała.
Pavor przycisnął ją jeszcze mocniej.
— W prawdziwym życiu nie ma miejsca na zdanie „poddaję się” — rzekł. — Gdyby to była prawdziwa walka, już byś nie żyła.
— Gdyby zagrożenie pojawiłoby się, uciekłabym gdzie pieprz rośnie — wytłumaczyła.
Pavor puścił dziewczynę i podał jej rękę, chcąc pomóc wstać.
Penelopa chwyciła wyciągniętą dłoń i pociągnęła za nią, lecz spotkała się jedynie z oporem. Nie miała najmniejszych szans z wyższym i silniejszym od niej mężczyzną, więc pozwoliła sobie pomóc i wstała. Stanęła naprzeciw mistrza, otrzepując się z brudu.
Od kiedy tylko zaczęła trenować z mężczyzną, nie miała złudzeń co do wyników walk. Pavor zawsze wygrywał i nic nie wskazywało na to, by cokolwiek miało się zmienić w tej kwestii.
— Ciekawa reakcja — odezwał się. — Zapewne chciałaś mnie pociągnąć i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Kiwnęła nieznacznie głową.
— Dobra robota — rzekł, rozczochrując dziewczynie włosy.
— Dziękuję, mistrzu. — Ukłoniła się przed nauczycielem. — Czy życzysz sobie pysznej kawy ze śmietanką i cynamonem?
Uśmiechnął się i odpowiedział:
— Znasz mnie. I możesz do tego dodać…
— … ciasteczka kokosowe z polewą czekoladową — dokończyła za mężczyznę. — A ty w tym czasie co zrobisz?
— Spróbuję się czegoś dowiedzieć od starej znajomej na temat wizyty Afrodyty.
Oboje ruszyli w stronę parteru, kontynuując rozmowę.
— Nie rozumiem tylko, dlaczego zmiana pogody była tak ważna — mruknęła, próbując znaleźć odpowiedź w wydarzeniach z ostatnich dni.
— Burza — rzekł krótko Pavor, zatrzymując się przy schodach, które prowadziły na pierwsze piętro. — Tam gdzie są pioruny, tam jest i Zeus. Nie zawsze, ale bardzo często. Może czegoś szukał — zaproponował.
Penelopa wzruszyła ramionami, zastanawiając się, jaki był powód wizyty boga wszystkich bogów w Lublinie.
— Albo kogoś — dodał nagle Pavor.
Penelopa zawiesiła jedynie głowę i przełknęła ślinę. Przeszła chwiejnym krokiem do kuchni, zostawiając Pavora na korytarzu. Pomieszczenie było niewielkich rozmiarów, ale dla osoby, która ciągle żywiła się pieczonym mięsem i ziemniakami, brak wolnej przestrzeni nie stanowił problemu. Dla właściciela domu liczyło się jedynie to, by miał urządzony własny kąt prosto i funkcjonalnie.
Wstała i podeszła do wiszącej szafki, na której drzwiczkach była przylepiona duża kartka z napisem „Penelopa — nie ruszać”. Otworzyła ją i wyjęła ze środka sypaną kawę oraz kruche ciasteczka. Położyła wszystko na blacie obok kuchenki i włączyła gaz pod czajnikiem. Nasypała sobie czubatą łyżeczkę kawy do kubka z wizerunkiem Kapitana Ameryki, po czym przygotowała filiżankę dla Pavora — z tą różnicą, że nauczyciel pił naturalną.
Woda zagotowała się, a dziewczyna zalała wcześniej przygotowane kawy. Posłodziła, postawiła na stole i wyłożyła na talerzyk ciasteczka. Wyjęła z lodówki śmietankę i, zgodnie z życiem mistrza, dolała mu jej, a wierzch posypała cynamonem. Chwilę później wrócił Pavor. Uśmiechnął się i przysiadł obok dziewczyny. Podziękował za kawę, lecz w sprawie wizyty Afrodyty nie odezwał się nawet słowem.
— Coś nowego na uczelni? — zapytał niespodziewanie.
Penelopa niemal odsunęła się od mężczyzny, nie wierząc, że po raz pierwszy od kiedy tylko spotkała Pavora, on zainteresował się jej życiem osobistym z własnej woli.
— Raczej nie — odpowiedziała wątpliwie. — Kornelia męczy mnie z projektem, zaczyna się trochę roboty, ale jakoś żyję. A dlaczego pytasz?
— Nie mogę?
— Możesz. — Wzruszyła ramionami. — Tylko nigdy wcześniej nie pytałeś mnie o takie rzeczy. Pamiętasz, kiedy w tamtym roku nie zaliczyłam rachunkowości? Próbowałam ci się wyżalić, a ty tylko kiwałeś głową, udając, że słuchasz mnie.
— Ja po prostu…
— Dowiedziałeś się czegoś, ale moje śmiertelne uszy nie mogą tego usłyszeć? — przerwała.
— To nie o to chodzi.
— Nie wymiguj się! — powiedziała głośniej Penelopa. — Przecież dobrze wiesz, co mam na myśli.
Pavor odstawił kawę i spojrzał na uczennicę wilkiem. Piękne oczy mężczyzny o kolorze czystego złota niemal zawsze były przysłaniane szarymi soczewkami, by nie wzbudzać podejrzeń napotkanych ludzi. Dla bezpieczeństwa nosił je także w domu, ale tego dnia nie miał ich na sobie. Penelopa nie rozumiała, co się dzieje, ale była pewna, że nic dobrego.
— Nic się nie dowiedziałem — wyjaśnił w końcu, odwracając wzrok od Penelopy. — Nie mogłem się skontaktować z moim informatorem. Jednak radzę ci posłuchać ostrzeżeń Afrodyty, na zaś.
— Naprawdę?
Wstała, pozostawiając niemal pełny kubek kawy na stole. Odsunęła się od Pavora i syknęła:
— Wiem, że jestem jeszcze dla ciebie dzieckiem, ale są takie momenty, w których muszę znać prawdę. Jesteś moim najlepszym, męskim przyjacielem. Znam cię od maleńkości, lecz nie próbuj mi wmówić, że mówisz teraz prawdę.
— Penelopo… — zaczął.
— Przepraszam, muszę już iść.

Poszła w stronę wyjścia. Pavor zaraz za nią pognał, lecz gdy tylko otworzyła tylne drzwi i wyszła przez nie, zatrzymał się w progu i odprowadził Penelopę wzrokiem. Wściekły na siebie uderzył pięścią o framugę drzwi, lecz po chwili zamknął wejście i udał się z powrotem do kuchni.

9 komentarzy:

  1. Jestem pierwsza z komentarzem?
    O Cie Panie, fazunia, dawno nie byłam pierwsza :D Studia, tyle roboty... Ta, chyba zniknęłam w sferze wattpada, bo tam mi się wygodniej czyta xD Ale sama nie wiem, z jednej strony wolę blogosferę, z drugiej wattpada, co jest ze mną nie tak?

    Nieważne, wróćmy do fabuły. Teraz wyczuwam więcej emocji w relacjach Penelopy i Pavora, choć sama nie wiem czemu. Nie wiem, czy coś zmieniałaś - bo nie pamiętam, ale dogłębniej czytając... Sama nie wiem.
    Czekam na przybycie tajemniczego chłopaka, bo jemu kibicowałam od początku xD Wydawał się naprawdę świetny, lubiłam jego osobę, bo była bardzo wyjątkowa, odmienna od tych, które do tej pory poznawałam w opowiadaniach u innych ludków na blogosferze tudzież wattpadzie.

    Twoja wierna fanka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wattpadzie też jest to opowiadanie, jeśli chcesz czytać :) I to nic dziwnego. Ja np. niektóre opowiadania wolę na wattpadzie, inne na bloggerze, to zależy.
      Tak, ten ludek pojawi się za kilka rozdziałów. Ogólnie to starałam się bardziej nakreślić relacje Pavora i Penelopy, mam nadzieję, że właśnie mi wyszło :)
      Dzięki wielkie za komentarz! cieszę się niezmiernie, że opowiadanie się spodobało!

      Usuń
  2. Dzień dobry.
    Wspominałam zapewne, że niemal zawsze mam problemy z zapamiętywaniem imion i ogarnięciem, kto kim jest, więc chyba wiesz, jak ucieszył mnie ten glosariusz.
    (Nigdy się nie dzielił, choć w ostatnich latach Penelopa coraz bardziej chciała poznać swojego mistrza, nauczyć się więcej o bogach i raz, przynajmniej raz, porozmawiać z nim całkowicie szczerze). Myślę, że przydałoby się dopowiedzenie przed nie, że to nimi nigdy się nie dzielił. Można wyłapać z kontekstu, ale uciekł Ci podmiot, więc...
    (Penelopa kilkukrotnie sprawdziła najbliższą okolicę (...)). Nie pasuje mi tu określenie okolica... jakby przeszukiwała pół miasta, a nie obszar koło domu.
    Często tak bywa. Bijesz się myślami, kłócisz ze sobą, próbujesz przekonać, że szczerość to podstawa i dłużej tak i tak być nie może, jesteś gotowy na konfrontację, masz ułożone zdania, wiesz, jak powiedzieć w miarę, co czujesz... a tu ktoś nie odbiera, nie odpisuje, w domu go nie ma... i wenę, i gotowość szlag jasny trafia.
    Ach, Penelopa powinna popracować nad cierpliwością, bo drzwi Pavora w końcu porządnie oberwą. Ostrzec przed mężczyzną, którego spotka... Hah, brzmi jak fragment z przepowiedni wróżki z jakiegoś balu... oczywiście wielka miłość i tak dalej, i tak dalej, hah.
    (Mimo wszystko nie umiał połączyć Afrodyty z tym co się działo). Przecinek przed (co), groszku.
    (Przepraszam — odparła gwałtownie, gdy zauważyła, że zirytowała Pavora). Jakieś to... suche? Może jakaś oznaka tej rzekomej irytacji?
    No to chyba Penelopa ma nadzieję mimo wszystko, że walka się szybko nie skończy, bo chyba nie spieszy się raczej na tamten świat, hah. Cieszę się, że nie robisz z niej heroski... no wiesz, o co chodzi (taaa, wybór określenia idealny do mitologii), dziewczyna musi trenować, nie wszystko przychodzi z łatwością, są lepsi od niej.
    (Penelopa zauważyła, że Pavor był dzisiaj trochę nieobecny). Tu tak jak z irytacją. Jak owa nieobecność się objawiała? Wolniej reagował, był wolniejszy, zdarzyło mu się zapatrzeć gdzieś, pomylić?
    (Gdyby zagrożenie pojawiłoby się, uciekłabym gdzie pieprz rośnie). Skoro masz (gdyby), już tylko (pojawiło) bez cząstki (by), a przed (gdzie) zjadłaś przecinek. I proponowałyb zmianę szyku, bo o wiele naturalniej brzmi: gdyby pojawiło się zagrożenie. Nie Yodujmy. :)
    (Zapewne chciałaś mnie pociągnąć i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę). Właśnie tego się spodziewałam. Ale to miłe zaskoczenie, bo nie lubię takich zagrywek, w filmach i książkach są tak częste, że stały się już irytujące.
    (Penelopa zawiesiła jedynie głowę i przełknęła ślinę). Jestem niedoinformowana... co znaczy (zawiesić głowę)? Trochę śmiesznie brzmi, bo odruchowo wzięłam to dosłownie, nie znając tego związku (?).
    (Penelopa niemal odsunęła się od mężczyzny, nie wierząc, że po raz pierwszy od kiedy tylko spotkała Pavora, od zainteresował się jej życiem osobistym z własnej woli). Zrobiłabym z rego wtrącenie i dodała przecinek przed pierwszym (od). Za to drugie (od) trzeba wyrzucić, bo się wkradło i czyni zdanie nielogicznym.
    (Próbowałam ci się wyżalić, a ty tylko kiwałeś głową, udając, że słuchasz mnie). Znów jakoś nienaturalnie, lepiej: mnie słuchasz.
    Ach, jak na moje Penelopa za ostro zareagowała... i się jeszcze pogrążyła wyjściem. Pavor mógł jej powiedzieć prawdę, ale ona mogła inaczej o nią prosić? Nie żeby musiała prosić, bo jej się ona należy, ale zabrzmiało, jakby go obwiniała, musiała się na kimś wyżyć i padło na biedaka.
    Do następnego. Miłego dnia,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku! Ogromnie dziękuję za wszystkie uwagi! Sporo tego wyszło, ale człowiek czyta kilka razy a i tak nie zauważa takich prostych byków. Bo większość z tego, co wymieniłaś, to głupoty, które gdzieś mi umknęły. Ale tak to jest, gdy człowiek zmęczony i próbuje betować...
      Dlatego wielkie dzięki za tak wyczerpujący komentarz!!! W najbliższym czasie postaram popracować nad tekstem i go poprawić!
      I to drugie "od" to miało by najprawdopodobniej "on" ;)
      Pozdrawiam
      PS. Ten glosariusz powstał głównie z myślą o Tobie ;)

      Usuń
  3. Tak mi się nasunęło jeszcze na myśl, jak zaczęłam czytać, że chyba ominęłaś gdzieś wprowadzenie, nie? Bo wiesz, mamy prolog, który jakoś zarysowuje przyszłe wydarzenia, ale potem przechodzisz już do rzeczy. Nie jestem w stanie na ten moment określić, jaki jest jej stosunek do tych wizji, co ona wie a czego nie wie, z kim utrzymuje kontakt. No i to byłoby spoko, gdybyś potem nie pisała o tym wszystkim tak... zwyczajnie. Wiesz, nie że ona odkrywa powoli ten świat albo ty go dzielisz dla nas porcjami, tylko po prostu on sobie jest i jak go wypatrzę to oka, a jak nie to mój problem. Pewnie napisałam to pokrętnie i mnie nie rozumiesz, ale może kiedyś to ładniej opiszę, jeśli oczywiście będzie taka potrzeba.

    Natomiast bardzo mi się podobała ta scena wyważania drzwi, bo w ogóle się tego nie spodziewałam. Może powinnam, ale nie i dlatego było takie ooops :D
    Końcówka ciekawa, pojedynek sympatyczny, ale rozdział dosyć krótki, więc na ten moment chyba nie mam więcej do powiedzenia

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie są przyszłe tylko PRZESZŁE wydarzenia - mamy 15 lat później. Prolog to nie wizja, tylko to co już się wydarzyło, ale czego Penelopa nie pamięta. I chyba rozumiem, o co ci chodzi, ale nie do końca. Czy masz na myśli, że za mało tej mitologii, tego świata? Bo jego ogólnie nie ma dużo, jest gdzieś, ale to nie tak, że co krok Penelopa coś widzi itd. Jeśli sie mylę, to poproszę o... jaśniejsze wyjaśnienie :)
      Dzieki wielkie za szczery rozdział. Wciąż się uczę, a uwagi pomagają w rozwoju :)
      PS. Pamiętam o twoim blogu, ale jakoś ostatnio za nic nie mogłam się za niego wciąż. Jakoś mam blokadę przed czytaniem! Masakra!

      Usuń
    2. No tak, czyli Prolog zwiastuje wydarzenia przyszłe, bo sam dotyczy przeszłości, czy nie tak?
      Jeśli chodzi o jaśniejsze wyjaśnienia, to zapewne chodziło mi o to, że Penelopa sporo o niej wie, ale ja chociażby nie. A mitologia nie jest prawem fizyki, więc jeśli ona wie, kto to jest Afrodyta to super, ale gdzieś brakuje mi tego, co w sumie pojawia się w późniejszym rozdziale w rozmowie z przyjaciółką - że są dwa światy, że jest granica. Brakuje mi informacji, jakie stworzenia widziała, od jak dawna, jakie to w niej wzbudza uczucia. Bo jak sama napisałaś Penelopa nie widzi ich co krok, ale ja w zasadzie tego nie wiem. Innymi słowy chodzi mi o jakieś zarysowanie co było między prologiem a tym co teraz. Może zostawiasz to na później, ale gdzieś tam w kilku miejscach ten brak informacji mi przeszkadzał ; )

      Usuń
    3. Prolog to wydarzenia z przeszłości, gdy Penelopa miała 6 lat
      Rozdział 1 i dalej to obecne czasy, gdy ma 21 lat :)
      Ok, jasne, ja rozumiem i będę to poprawiać, bo o uczuciach Penelopy i o tym samym już napisałam gdzieś niedawno w rozdziale chyba 7, ale to wiem, że na początku też przydałoby się zaznaczyć, więc dzięki za szczery komentarz!

      Usuń