piątek, 2 czerwca 2017

Rozdział 8 — Ojciec


Kornelia ścisnęła usta w wąską linijkę, przeszukując wokół pokoju. Nagle posłała Penelopie ciepły uśmiech.
— To też ta cała „Granica Olimpu” czy może jednak powinnam zadzwonić po pomoc? — spytała z nutką sarkazmu w głosie.
— Oj, weź! — błagała zrezygnowana Penelopa, rozkładając ręce. — Co jest?
Wyjęła z szafki plaster i przykleiła go na zraniony palec.
— Przepraszam. — Kornelia zakaszlała, próbując się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem. — Wybacz, ale… — Odchrząknęła. — Czy przypadkiem pęknięcia nie powinnam już zauważyć?

Penelopa nie chciała dać po siebie tego pokazać, ale naprawdę zmartwiło ją pytanie Kornelii. Świat mitologiczny krył się przed światem ludzkim, ale to nie oznaczało, że te mniejsze zniszczenia powodowane przez niego nie były widoczne.
Przymrużyła oczy, licząc, że to faktycznie może zmęczenie i stres. Jednak nic się nie zmieniło. Pęknięcie istniało w tym samym punkcie, w którym wcześniej je zastała.
— Nie wiem — powiedziała zaniepokojona swoim stanem Penelopa, nie znajdując sensownego wyjaśnienia. — Może faktycznie wariuję?
— Albo ktoś chce doprowadzić cię do takiego stanu? — pocieszyła Kornelia, kładąc dłoń na ramieniu Penelopy. — Chodź — machnęła ręką — lepiej wracajmy do pokoju.
W tym samym czasie ktoś przekręcił kluczyki w zamku od drzwi wejściowych. Dziewczyny wzdrygnęły się i z niepokojem równocześnie spojrzały w stronę przedpokoju.
— Cześć, dziewczyny! — krzyknął Dariusz Rosiński, wchodząc do mieszkania.
Odetchnęły z ulgą, widząc mężczyznę obładowanego kilkoma siatkami z zakupami. Dariusz spojrzał na zdziwione dziewczyny z uwielbieniem, po czym donośnie sapnął i położył pakunki przy pufie.
— Jesteście dla mnie wybawieniem! — rzekł uradowany. — Czy pomożecie mi to wszystko wypakować? Promocja w Stokrotce, a ja akurat trafiłem na wszystko, co chciałem kupić — oświadczył dumnie, pusząc się jak paw. —A przy okazji Kornelio, nie potrzebny wam filtr do wody? Akurat był po dziesięć złotych, takiej promocji nie dało się przegapić.
Dziewczyny nadal milczały.
Dariusz zdjął niewygodne buty po całym dniu męczącej pracy. Wyciągnął się, wypinając zaokrąglony brzuszek. Czapkę powiesił tuż obok kurtki, którą od samego miejsca parkingowego niósł pod pachą. Był zmęczony. Marzył o położeniu się do wygodnego łóżka i przespaniu przynajmniej godzinki. Przetarł oczy. Od samego rana nie zdejmował okularów, których nie zmienił nawet po tym, jak pogorszył mu się wzrok. Nic już nie widział.
Podrapał się po pojawiającej się łysince na samym środku głowy, zastanawiając się, dlaczego dziewczyny nic nie odpowiadają. Przeszedł się kawałek, czując delikatne swędzenie w nogach. Przykucnął i wyrwał muskający go kwiat.
— A co to ma być? — zapytał, gdy ujrzał korytarz wypełniony roślinami. — Penelopa, co się stało?
— Powiedziałam Kornelii prawdę — przyznała Penelopa. – A to – wskazała na kwiatostan – pozostałość po pewnej wizycie…
Na jego okrągłej twarzy pojawił się ciepły, przyjazny uśmiech, całkowite przeciwieństwo grobowej miny, z którą zawsze wracał z pracy. Kochał być radosnym, ale „śmierć to pieniądz, a jeśli chodzi o pieniądze to trzeba się poświęcać” — powiadał, gdy ktoś interesował się jego życiem zawodowym.
— To chyba dobrze, więc co się stało? — spytał, gdy już zaczął iść w stronę kuchni.
— Wie pan, że tę małpę odwiedziła Bogini Miłości? — zagadnęła Kornelia, zaglądając ciekawsko do dużych siat.
— Ta? — Wydawał się zaskoczony. — Czyli kto?
Kornelia została zbita z tropu.
— Afrodyta? — podpowiedziała.
— Aha. — Wzruszył ramionami. — To dobrze czy źle?
— Twój ojciec zawsze jest taki? — Kornelia zwróciła się do Penelopy.
— Przyzwyczaił się. Nie wie zbyt dużo o greckich bogach, a poza tym nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z Afrodytą. Interesuje go tylko to, czy wszystko ze mną w porządku.
Kornelii zawsze wydawało się, że Penelopa jest oczkiem w głowie dla Dariusza, jednak teraz troszkę zaskoczyła ją reakcja mężczyzny.
— Posłuchaj, Kornelio — rzekł niespodziewanie Dariusz — cieszę się, że chcesz pomóc mojej złośliwej córce, ale my naprawdę nic nie możemy z tym zrobić. Przez piętnaście lat znam prawdę i, uwierz mi, wielokrotnie próbowałem chronić moje dziecko. Jednak ja ich nie widzę, więc pozostaje mi tylko wspieranie Penelopy, jak tylko potrafię. A tym samym nie mogę popaść w przesadę. Krzyknę: „Penelopo, nic ci nie jest?” i zacznę ją nerwowo oglądać ze wszystkich stron? To tylko zdenerwowałoby ją jeszcze bardziej, a jeśli nie ma takiej potrzeby, wolę najpierw zgromadzić informację, a później działać. Nic więcej nie mogę uczynić. — Głos załamał mu się, gdy wypowiadał ostatnie słowa.
Nastawił wodę w czajniku, wyjmując trzy kupki z szafki: swój z napisem „najlepszy tata na świecie”, Kornelii ze słodkim kotkiem i Penelopy, oczywiście, ze Spider-manem. Włożył do każdego z nich torebki z herbatami, po kolei: zwykłą, owocową i zieloną.
Kornelia usiadła, opierając się łokciem o blat. Wzięła plastikowe pudełko z cukrem, po czym dodała pięć łyżeczek cukru do swojego kubka.
— Spokojnie, od takiej ilości cukru jeszcze nikt nie umarł — oburzyła się.
Penelopa skrzywiła się, widząc, jak dużo Kornelia słodzi. Jednak tamta jedynie wzruszyła ramionami i dosypała szóstą łyżeczkę.
— I ty się dziwiłaś, że ostatnio nie mogłaś wejść w sukienkę, którą kupiłaś miesiąc temu — przypomniała Penelopa.
— Poświęcę się.
— To może od razu zaparz sobie w tym pudełku z cukrem? — zaproponowała.
— A może zamiast rozmawiać o nadwadze Kornelii, wyjaśnicie mi, co się stało? — odezwał się nagle pan Dariusz, zalewając herbaty. — Miło mi, że jesteście spokojne, ale mimo wszystko wolałbym znać powód wizyty… Afrodyty, tak? I tego całego ogródka. — Machnął rękoma.
Penelopa powtórzyła ojcu opowieść, którą wysłuchało tego dnia już kilka osób. W tym czasie sama Kornelia w skupieniu przysłuchiwała się, zastanawiając, czy wcześniej usłyszała już wszystko.
Kiedy Penelopa skończyła, usiedli przy stole w dużym pokoju. Kornelia odsłoniła zasłonki, wpuszczając do środka trochę światła. Wtedy Penelopa znowu ją zobaczyła.
Zwiastunka złych wieści i nieszczęścia nadal siedziała parapecie, wbijając swe ślepia w Penelopę. Zakrakała, machając czarnymi skrzydłami, ale nie odlatując.
— Sio, sio! — próbowała odgonić ją Kornelia.
Wrona ponownie zakrakała, nie ruszając się z miejsca.
— Błagam, po prostu to zasłoń! — nakazała nerwowo Penelopa.
Kornelia wzdrygnęła się. Jednak z powrotem zasunęła zasłonki, następnie dosiadając się do stołu. Zaniepokoiło ją zachowanie Penelopy, ale nie skomentowała go.
— Chyba będę musiał porozmawiać z Pavorem — oświadczył oschle Dariusz, w mocno ściskając kubek. Całą jego twarz pokryła czerwień, a czoło od dawna przepełnił pot. — Do jasnej Anielki, czy przypadkiem ten facet nie obiecał cię ochronić? Tutaj — wskazał na stół — właśnie w tym miejscu siedzieliśmy i, ten pieprzony chłop, złożył mi obietnicę, że nie dopuści do tego, by ktokolwiek cię zaatakował. Wybaczałem mu akcje, które nie były niczyją winą, ale TO!? — wrzasnął, uderzając pięścią o stół. Kubki zachwiały się, ale dziewczyny zdążyły je złapać i postawić na miejsce.
— Przepraszam, ja… — zaczęła Penelopa.
— Nie! — przerwał jej impulsywnie ojciec. — O nie, nie, moja droga, to nie jest twoja wina. Po co cię mieszali w te sprawy? — Podrapał się po ostrym zaroście. — Może jestem tylko głupim Polakiem, którego sprawy Grecji, a tym bardziej starożytnej, mało obchodzą, ale czemu ty?
— Nie wiem — odparła. — Pavor zawsze mówi, że „przeznaczenie to byt, którego nie da się pojąć ludzkim rozumiem. Decyzje, które podejmuje, nie zawsze idą w parze z rozsądkiem i powodem. Czasami po prostu tak decyduje” — zacytowała Penelopa.
Zapadła dłużąca się cisza. Dopiero cichy śmiech Kornelii wyrwał rodzinę Rosińskich z zamyślenia. Popatrzyli zdezorientowani na dziewczynę, oczekując wyjaśnień. Kiedy uspokoiła się, oznajmiła:
— Wiesz, Penelopo… Pavor to zapewne niezwykle urodziwy mężczyzna. Skoro umie walczyć, to pewnie ma niezłe muskuły…
— Do czego dążysz, kochanie? — przerwała jej, sztucznie się uśmiechając.
— No… — Niewinnie rozejrzała się po pomieszczeniu, aż zatrzymała wzrok na zbrązowiałym zdjęciu, które przedstawiało mamę Penelopy. — Czy ty przypadkiem nie zakochałaś się w tym gościu?
— Ja? — Wskazała na siebie Penelopa, dziwiąc się. — Ja, nigdy o tym nie myślałam w ten sposób. Bardzo szanuję Pavora i jest mi bliski, i przystojny, nie zaprzeczę, ale czy jako mężczyzna…
— Kornelio — odezwał się pan Dariusz — proszę, nie podejmuj przy mnie tak delikatnych tematów. Pavor to nieodpowiedzialny mężczyzna, który nie dotrzymuje obietnic. Jest arogancki, bezwzględny, surowy i, najprawdopodobniej, Penelopa niewiele dla niego znaczy.
— Dzięki, tato, ty to umiesz pocieszać. — Penelopa przewróciła oczami. — I wszystkie moje marzenia o pięknej i nieśmiertelnej miłości uciekły w siną dal przez twoje idealne podsumowanie charakteru Pavora.
— Nie tak to bym oceniła. — Zastanowiła się przez moment Kornelia. — Opierając się na tym, co nam powiedziałaś o wydarzeniach sprzed południa, widzę małe nieścisłości w charakterystyce zaproponowanej przez wujka Dariusza.
— Błagam, przestań tak mówić i przejdź do rzeczy — poprosiła Penelopa.
— Dobra. Pavor wybiegł z domu bez broni, co oznacza, że nie chciał dziecka Lamii zostawić choćby na minutę bez „opieki”. Chciał jak najszybciej je pokonać, zanim dotrze do środka i do ciebie. Poza tym, jak już pokonał przeciwników, przytulił cię, opatrzył, zaopiekował się tobą. Więc albo traktuje cię jak biedne, ludzkie stworzonko, albo naprawdę mu na tobie zależy.
— Pavor? Nie. — Skrzywiła się Penelopa. — „Nie okazuj nigdy słabości. Każda słabość rodzi kolejną. Jeśli zostałaś wcześniej ranna, ta rana będzie słabością, która doprowadzi do twej klęski w kolejnej bitwie” — kolejna z jego mądrości, więc pewnie o to mu chodziło, gdy się o mnie „troszczył”.
Kornelia nic więcej nie powiedziała. Zauważyła tylko, że Penelopa zbyt często lubi powtarzać słowa Pavora. Może się myliła, ale sądziła, że Penelopa darzyła mistrza naprawdę głębokim szacunkiem.
Uśmiechnęła się ciepło i dopiła do końca herbatkę.
— A jak tam, wujku Dariuszu, w pracy? — Zmieniła szybko temat, licząc na interesującą historyjkę ze świata zakładu pogrzebowego.
Zamyślił się na chwilę, a potem opowiedział:
— Mieliśmy dzisiaj pogrzeb starszej pani, która zmarła we śnie. Oddała cały majątek jedynej córce, ale zawarła w testamencie jeden punkt, który wszystkich zaskoczył. Otóż przychodzi do mnie córka i tłumaczy, że matka chciała zostać pochowana z jej ukochanym kotkiem, Leosikiem. Ja mówię, że nie mam nic przeciwko, choć między nami to nigdy nie miałem zamiaru włożyć tam kota — powiedział ciszej — gdy tu nagle kobieta idzie do samochodu i podaje mi żywego, takiego ogromnego — rozłożył ręce — kota. Ja ją przepraszam, mówiąc, że żywych zwierząt nie chowamy. A ta mi odpowiada, że przecież i tak kiedyś umrze, a ona nie ma co z nim zrobić. Kłóciłem się z kobietą naprawdę długo i w końcu odpuściła, ale — pokręcił głową — uwierzcie mi, aż strach myśleć, na jakie pomysły ludzie potrafią wpaść!
Sytuacja rozluźniła się. Dziewczyny zaczęły swobodnie rozmawiać o drobnych bzdetach, trochę wspominając o dawnych czasach, kiedy jeszcze uwielbiały kasetę z serii „Było sobie życie”. Nieustannie Penelopa starała się, by rozmowy nie schodziły na temat bogów, przerywając dokładnie w momentach, gdy Kornelia cokolwiek napomknęła o Pavorze czy naznaczeniu. Ostatnie, czego jej brakowało, to przy tak radosnej atmosferze zejść ponownie na ponure i nieprzyjemne temat. Jednak w pewnym momencie Kornelia straciła cierpliwości i spytała, zanim Penelopa zdążyła zareagować:
— Czy mama Penelopy też miała coś wspólnego z bogami greckimi?
Dariusz zachłysnął się resztami już zimnej herbaty, którą uwielbiał pić długo i rozkoszować się jej smakiem, aż ta wystygnie. Przetarł spocone czoło i łysinkę, po czym wątpliwie oświadczył:
— Jej matka — wskazał na Penelopę — nie miała nic, a nic z nimi związanego! — odparł oburzony. — Zgadzam się, Asia, to znaczy jej matka — jeszcze raz pokazał na swoje dziecko — pochodziła z dobrej rodziny. Jej rodzice przeprowadzili się w góry, ale jak oni nie chcą z nami mieć nic wspólnego, tak my się nimi nie interesujemy. Asia miała być przykładnym, idealnym dzieckiem, którego tak bardzo pragnęli. Ale dali jej za dużo swobody, a że wyrosło z niej niezłe ziółko, to w taki sposób poczęła się nasza córeczka. I nie bierz z niej przykładu! — ostrzegł zaraz Penelopę. — Przyznam, była to… dzika, ciekawa świata i ludzi kobieta. Nauczyła się angielskiego, tylko dlatego że chciała zwiedzić Europę. Jednak życie miało inne plany — dodał ciszej. — Ale bogowie greccy? Może ewentualnie chciała zwiedzić Grecję, ale nic więcej!
— A miała jakiś przodków z Grecji? — drążyła dalej Kornelia.
— A czy ja sprawdzałem jej drzewo genealogiczne? — żachnął się pan Dariusz. — Wtedy jeszcze nie miałem bladego pojęcia, że… — Zawahał się. — Aj, nieważne. — Machnął ręką. — Zaakceptowałem tę całą Grecję, ale nie potrzebuję wyjaśnień, odpowiedzi. Chcę tylko, by Penelopa ułożyła sobie życie lepiej niż nasza paczka i nie popełniła błędów, które my wtedy popełniliśmy. Choć dwa z nich wyszły nam wspaniale! — zażartował, rozczochrując włosy dziewczyn. — Kocham was obie!
— Oj, tato! — powiedziała Penelopa, próbując wyrwać się z uścisku ojca.
Wrona zakrakała.
Zatrzymała się.
Gwałtownie wstała i podeszła pod same drzwi. Rozejrzała się energicznie po korytarzu, po czym przyklęknęła, łapiąc się ręką za lewą pierś. Dariusz i Kornelia zbliżyli się niepewnie do dziewczyny, delikatnie szturchając ją po ramieniu. Jednak ta klęczała jak zaklęta. Nie reagowała na jakiekolwiek wołania czy prośby. Po prostu wpatrywała się w jeden punkt, aż w końcu uniosła drżącą rękę i musnęła miejsce na czole.
Krew.
Z naznaczenia spłynęła ciepła, rzadka krew, powoli skapując na jasny dywan. Wytarła czoło jeden raz, potem drugi, ale krwawienie nie ustało. Bolało ją, lecz nawet to nie zmusiło jej do płaczu. Nadal puste spojrzenie wbijało się w jeden punkt, który dla Kornelii i Dariusza nic nie znaczył.
— Pęknięcie — zdążyła jedynie wyszeptać przed tym, jak chwycił ją gwałtowny ból w klatce piersiowej. Powietrze znalazło się poza dostępem, a bezskuteczne próby oddychania natychmiast zostały zauważone przez rodzinę.
— Pogotowie, szybko! — wrzasnął pan Rosiński, wskazując palcem na telefon, który leżał na pufie.
Kornelia nie potrzebowała dwa razy się zastanawiać. Szybko podbiegła i złapała komórkę, wybierając numer alarmowy.
Dariusz potrząsał ciałem dziecka, rozglądał się za przyczyną jej stanu, ale nie umiał pomóc najukochańszej córce. Płakał, trzymając w swoich ramionach Penelopę i szepcząc, jak bardzo ją kocha. Aż nagle dziewczyna odzyskała dostęp do powietrza. Wzięła głęboki, dobrze słyszalny wdech i wtuliła się mocno w pierś ojca.
— Penelopo, kochanie, co się stało? — spytał przez łzy. — Co oni ci zrobili?

— Tato, lustro pękło… — odpowiedziała, a po chwili osunęła się na podłogę, tracąc przytomność.

Dawno rozdział ostatnio był, ale wiecie jak to jest... Zaliczenia, testy, praca licencjacka i człowiek nie ma czasu. Mam nadzieję, że rozdział się podobał! A już w kolejnym rozdziale rozpocznie się główna akcja i ktoś na pewno zginie!!! ;)

1 komentarz:

  1. Witam, z tej strony Najl z Recenzowiska.
    Ocena Twojego bloga jest gotowa i dostępna pod adresem: http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/2017/06/146-granica-olimpu.html

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń