niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział 9 — Złodziej


Cisza…
Szelest drzew…
I znowu cisza…
W ciągnącej się w nieskończoność Granicy Olimpu rozbrzmiał cichy, lecz szaleńczy śmiech. Zapomniana Bogini zebrała bordowe włosy w cienki warkocz, który sięgnął jej aż po same biodra. Przeszła kawałek i spojrzała z nieprzeniknioną ciekawością na taflę wody, w której odbijał się obraz ze świata ludzi; lekko zniekształcony, ale przekazujący wiernie wydarzenia, które toczyły się w danym miejscu. Poprawiła lnianą suknię, po czym ciężko westchnęła. Nieświadomie zacisnęła dłonie w pięści, boleśnie wbijając paznokcie w delikatną, bladą skórę. Krew skapnęła na trawę, by zaraz zostać pochłoniętą przez nieznany byt. Rana zasklepiła się, nie pozostawiając na powierzchni ciała najmniejszego śladu.

Blady uśmiech pojawił się na okrągłej twarzy kobiety i zniknął chwilę później.
Spojrzała jeszcze raz na obraz odbijający się w wodzie, skupiając całą swą uwagę na Penelopie. Słuchała, poszukiwała słów i czekała na moment, w którym to dziecko pozna prawdę.
Złapała się za pierś, nie umiejąc znieść bólu, który dotykał jej stare serce.
— Granica Olimpu, Penelopa, Pavor, Lamia, atak — powtarzała złowieszczo w języku greckim, równocześnie zapisując pojedyncze słowa na fragmencie pergaminu. Jej wzrok nie opuszczał czystej tafli wody i jednego obrazu, w którym Penelopa rozmawia ze swoim ojcem o przeznaczeniu.
Uśmiechnęła się ponownie, przypominając sobie, że w końcu nadszedł czas. Odliczała lata, miesiące, dni do chwili, kiedy pozostały jedynie minuty do nieuchronnego końca; do szczęścia, które zostało jej obiecane, gdy tylko znalazła się w tej przeklętej krainie. Rozejrzała się po stepowym pustkowiu, licząc kwiaty, które zdążyły zakwitnąć. Przyjemna odmiana, ale dla Zapomnianej Bogini nie miała najmniejszego znaczenia. Granica powoli stawała się niestabilna za przyczyną utraty mocy, a zamienniczka już przygotowywała się na przejęcie służby — choć nawet nie była tego świadoma.
Nagle usłyszała dochodzące zza niej kroki. Zastanawiała się, kimże jest bóg, który zdecydował się zakończyć jej los. Atena, a może Ares? Nie podejrzewała Zeusa o to, by interesował się tak marną istotą jak ona. Może niepotrzebnie zgadywała, choć wystarczyło się tylko odwrócić, ale w jej umyśle tkwiła tylko jedna myśl: „Zabij mnie”.
— A więc tak wyglądasz? — rzekł silny, męski głos, który przyprawił kobietę o gęsią skórkę.
Ares przeszedł kawałek, aż zatrzymał się naprzeciw samej Zapomnianej Bogini. Podrapał się po ostrym zaroście, po czym splunął do wody, w której widniała sylwetka Penelopy. Przybliżył się jeszcze bardziej, dotykając muskularnym torsem nosa kobiety. Skrzywiła się, gdy jej nozdrza napełnił odór niemytego ciała. Zakaszlała, po czym zasłoniła twarz dłonią, krzywiąc się niesmacznie i odsuwając od boga.
Niespodziewanie Ares ponownie splunął, tym razem na trawę, i usiadł na kamiennej ławie stojącej tuż obok kadzi z wodą. Zza skórzanego pasa wyjął bukłak z mocnym winem i dwa gliniane kubki z jego wizerunkiem.
— Siadaj — nakazał krótko.
Zachowanie boga zdziwiło kobietę, ale posłusznie podeszła i zrobiła to, co powiedział. Wsadził naczynie w dłonie Zapomnianej Bogini, następnie nalewając do niego do pełna wina i rozchlapując je po ciele kobiety. Strzepnęła zamoczone ręce, dalej nie odkrywając wzroku od przybysza. Przybliżyła usta do kubka i zaczerpnęła trochę wina, lecz zaraz zachłysnęła się i wypluła mocny alkohol. Żar napełnił jamę ustną, jakby żywy ogień przedostał do jej wnętrza.
Ares ryknął bestialskim śmiechem i sam za jednym haustem pozbył się wina, by zaraz sobie dolać.
— Mocne wino to napój mężczyzn, nie kobiet. — Przetarł ochlapaną twarz. — Wiesz, po co przybyłem?
— Wiem — potwierdziła. — Ale nadal nie jestem pewna, dlaczego od razu nie wbiłeś mi sztyletu w serce?
Zaśmiał się. Rozłożył się na ławeczce, choć ta z trudem wytrzymywała ciężar jego ciała. Jeden z rzemieni u złotego sandała oderwał się, lecz bóg nie pochylił się, by go naprawić. Spojrzał na Zapomnianą Boginię kilkukrotnie i czekał. Zmieszana kobieta nie miała pewności, czy w tym momencie Ares życzy sobie, by naprawiła mu obuwie czy z jakiegoś innego powodu. Jednak zanim zdążyła wykonać jakikolwiek ruch, bóg wstał i obszedł dookoła polanę. Odrzucił kubek i zaczął pić prosto z bukłaka. Co jakiś czas drapał się po swojej męskości, która była zasłonięta jedynie skórą lwa. Przy boku wisiał przepasany miecz, a na plecach zarzuconą miał tarczę. Złote włosy lepiły się od potu, przylegając do mokrego ciała. Zgarniał je szerokiego czoła, lecz te co chwilę powracały swoje na miejsce.
— Sztylet. — Kiwnął głową. — Hańba dla prawdziwych wojowników. — Wyjął zza tarczy wyjął proste, myśliwskie ostrze zakończone metalową rączką. Przyjrzał się jej z bliska, powąchał i oświadczył: — Nie pachnie krwią. Tym można kroić warzywa a nie zabijać! — poniósł głos, przygotowując się do ciśnięcia bronią w najbliżej stojące drzewo.
Zapomniana Bogini również powstała, odkładając niemal pełny kubek z winem.
Krew zawrzała w ciele boga. Jego twarz zrobiła się czerwona, a muskuły napięły się, jak gdyby zaraz miał nastąpić atak. Jednak wziął kilka głębokich wdechów i ponownie zwrócił się do kobiety:
— Zostałaś stworzona do rozkładania przed mężczyznami nóg. Powinien wbijać się w siebie, a używać tego, tego — pokazał jej ostrze — nożyka. W jego stworzeniu musiała maczać palce jakaś kobieta. Pewnie moja „najmądrzejsza” siostrzyczka. — Splunął. — To żałosne coś ma zabić boga? Ma zabić MNIE?! Czy naprawdę spadliśmy do poziomu człowieka?
— Ale… — odezwała się, lecz zaraz zamilkła, nie umiejąc znaleźć właściwych słów. — Zabijesz mnie ponownie?
— I ciebie, i tę całą dziewuchę, choć najchętniej rozerwałbym moją najdroższą siostrzyczkę — oświadczył z drwiną w głosie. — I Eleonorę — dodał nagle. — Na przeklętą piętę Achillesa, czemu zawsze kobiety — splunął — muszą się mieszać w sprawy i jeszcze je komplikować. Rzuć dwa miecze, niech jeden rozszarpie drugiego i koniec. Nie… — Pokręcił głową. — Nie dam im tym razem wygrać. Twe serce — zwrócił się do Zapomnianej Bogini — należy do mnie. Nauczę się z niego korzystać i zejdę na Ziemię, by zabrać i zabić nad granicą tego bachora.
— Dobrze. Mnie to już nie dotyczy. Zniszcz je wszystkie jeśli chcesz — mówiła szybko, robiąc krótkie wdechy między zdaniami. — Eleonora i Atena zniszczyły moje życie. To one mnie tu sprowadziły i to Eleonora zabiła mnie. Skazała mnie na tysiąc lat gnicia na tym pustkowiu w samotności. W swojej łaskawości dała mi jedynie tę kadź, bym mogła obserwować ludzi, ale to nic dla mnie znaczy…
— Myślisz, że potrzebuję tej zgody? — spytał z uśmiechem na twarzy, po czym pochylił się i spojrzał kobiecie prosto w oczy. — Żądza krwi i zniszczenia… Muszę przyznać, że siostra i Eleonora umieją robić sobie wrogów z ludzi… Niezwykły to dar. — Ryknął śmiechem.
Radość boga jednak nie trwała długo. Po kilku sekundach ucichł i zacisnął rękojeść sztyletu w ogromnej dłoni. Bez najmniejszego wahania, niemal od razu, wbił ostrze w drobne ciało kobiety.
Zapomniana Bogini zakasłała. Czuła, że wiotczeją jej nogi. Chwiała się i gdyby nie silne ramię Aresa, już dawno upadłaby na ziemię. Pulsujący ból przenikał jej ciało, mieszając się ze słodką ekstazą. Spływała ona na nią, gdy niewielkie ostrze przecinało jej ciało wokół serca; nierówno, ale szybko i skutecznie. Wiedziała, że w końcu po raz pierwszy spotka Tanatosa, którzy przybędzie po jej pukiel włosów, odwracając pochodnię nad jej martwym ciałem, by potem zaprowadzić duszę pod same bramy Hadesu i zostawić ją tam na wieki. Pragnęła powiedzieć „dziękuję”, lecz Ares wyjął gwałtownie zakrwawiony sztylet z ciała kobiety. Założył go zza pas i przybliżył rękę do piersi Zapomnianej Bogini. Ostatnie bicia serca rozbrzmiały w uszach umierającej, która odliczała sekundy. Aż w końcu bóg wbił w nią dłoń i za jednym zamachem wyrwał cicho bijające serce. Zwłoki opuścił na trawę, a sam uniósł rękę we krwi, śmiejąc się nieustannie i powtarzając:
— Widzisz, ojcze! Ja, ja, ja, to zrobiłem, nie ona! Nie ona, SŁYSZYSZ?! — ryknął, gdy nie usłyszał żadnej odpowiedzi. — Jakbyś miał odpowiedzieć…
Podszedł do kadzi z wodą i jednym silnym kopnięciem rozwalił ją na kilka fragmentów. Woda spłynęła po jego stopach, ukazując ostatnie odbicia, w których dostrzegł tracącą przytomność Penelopę i krzyk wydobywający się z ust z jej ojca „to wszystko wina Pavora”.
— Pavor — powtórzył z zaciekawieniem Ares. — Pavor, Pavor, Pavor…
Szukał w pamięci znaczenia imienia, błądząc po wszystkich wspomnieniach, jakie były dla niego ważne. Imię wydawało mu się istotne, potrzebne dla jego egzystencji, a jednak niepasujące.
— Aa, Pavor! — wrzasnął donośnie, odnajdując w końcu sens tego imienia. — Na krew trzystu Spartan, zabiję cię za to, co zrobiłaś!
Uderzył pięścią w kamienną ławkę, równocześnie wiedząc, na kogo ponownie zechce skierować tę pięść. Rzucił okiem na trzymane przez siebie serce i trochę uspokoił się, napawając się dumą pierwszej wygranej bitwy w wojnie z własną siostrą.

***

— Widzisz, ojcze! Ja, ja, ja, to zrobiłem, nie ona! Nie ona, SŁYSZYSZ?! — rozbrzmiał ryk na Olimpie.
Płótno zadrżało, a biała altanka zachybotała, sprawiając, że na krótki moment Atena oderwała pędzel od płótna. Nałożyła kolejną warstwę czerwonej farby na włosie, przyglądając się równocześnie zadbanym kwiatom z olimpijskiego ogrodu. Skupiona na jednej czynności, poprawiała jedynie co jakiś czas ułożenie własnego ciała, nie chcąc, by niewygoda zniszczyła jej dzieło. Dopiero gdy skończyła odwzorowywać fragment ogrodu, zamarła i beznamiętnie oświadczyła:
— A więc nie żyje. — Powróciła do pracy. — A on jak zawsze głośny — dodała niespodziewanie.
Uśmiechnęła się niewinnie, dokładnie sprawdzając najmniejszy szczegół znajdujący się na tworzonym przez nią obrazie. Krótkie, brązowe włosy wypadały jej z niewielkiego kucyka, a ramiączko od sukni już dawno opadło na złoty napierśnik, który nie zdjęła po porannym treningu. Mimo upływu godzin nie odrywała się od przyjemności, poświęcając jej każdą cenną chwilę.
Afrodyta weszła do ogrodu w obecności Wdzięków, Uśmiechów i Igraszek, wesołych i miłych bóstewek, które radośnie kroczyły za swoją panią, śpiewając jej i chwaląc jej piękno. Bogini obsypywała Olimp najpiękniejszymi kwiatami, które wyrastały spod jej stóp. Afrodyta stanęła naprzeciw Ateny, zasłaniając jej fragment ogrodu, który właśnie malowała. Kobieta zachwyciła się pięknem ogrodu, choć widywała go niemal codziennie. Rozkoszowała się cudownym zapachem roślin, muskając je delikatnymi dłońmi.
— Ignorujesz mnie — stwierdziła Afrodyta, poprawiając opadający złoty pas. — Odejdzie, proszę, i nie przeszkadzajcie, bez względu na to, co się stanie — zwróciła się do swych bóstewek, posyłając im nieziemski, ciepły uśmiech.
Kobietom zmiękły kolana. Zaczęły szeptać między sobą, nie chcąc opuszczać swojej pani. Jednakże w końcu usłuchały rozkazu i wyszły poza ogród, wychwalając najcudowniejszy uśmiech swej pani.
— Kwiaty — odparła obojętnie Atena, gdy zostały tylko we dwie.
— Kwiaty? — spytała zaciekawiona bogini miłości.
— Tak, kwiaty, nie twoje jakże przepiękne ciało. Zostałaś uchwycona już na wystarczająco wielu dziełach sztuki, by teraz niszczyć i moje.
Afrodyta parsknęła słodkim śmiechem, lecz nie odeszła ani na krok.
— Ares zabił Zapomnianą Boginię — poinformowała Atenę.
— Podejrzewam, że nawet ludzie to usłyszeli. — Chwyciła się za podbródek, przychylając głowę na prawy bok. — Róże chyba były z tej strony… Dlatego proszę, o wielka pani — zwróciła się nagle do Afrodyty — przejść do tego, z czym do mnie przyszłaś. Może z tym samym, co do… Penelopy? Chociaż dlaczego miałabyś to zrobić, skoro los ludzi cię nie obchodzi, prawda?
Afrodyta prychnęła dziecinnie.
— Ateno…
— Nie obchodzi, prawda? — przerwała bogini. — Mimo swej mądrości, nie widzę powodu, dla którego miałabyś cokolwiek robić. Robić, a może tak nakazało ci przeznaczenie? Ale jak? A odpowiedź kryje się nie w relacji między Eleonorą i tobą, a tobą i — zastanowiła się — Pavorem, tak ma teraz na imię.
Afrodyta nagle spochmurniała. Podeszła do Ateny i chwyciła za brzeg obrazu, odrzucając go daleko za altankę, między kwiaty.
— Mądra, piękna, waleczna i walcząca w imię sprawiedliwości, a jej umysł przyćmienia zazdrość — podsumowała bogini miłości. — Brak modlitw sprawił, że tak się zmieniłaś?
— Zazdrość? To ty odrzuciłaś mój obraz. — Wskazała dłonią na klomb, do którego wpadło płótno. — Dlatego uspokój się, przecież jeszcze możemy naprawić błędy, które popełniłaś.
— Ja? — Zdumiona rozejrzała się niewinnie wokół ogrodu.
— Oczywiście — odpowiedziała bez cienia wątpliwości. — Nie musisz się zamartwiać. Twoja ingerencja na pewno niczego nie zmieniła i nadal będziemy mieli okazję, by odzyskać to, co nam zabrała Eleonora.
— To?
— Oczywiście, przecież ona nie jest boginią mądrości. To tylko… — zamilkła na moment. — Człowiek… — dokończyła wątpliwie. — Tak, to tylko człowiek. Myli się, popełnia błędy i wierzy w siebie. — Na jej ustach zagościł niewielki uśmiech. — Właśnie odkryłam, że naprawdę jesteście do siebie podobne. Po prostu nie w pełni boskie, bez krwi ojca.
— Oj, uwierz mi, że wiele boskości pozostawił na mnie Zeus. Więcej tej boskości jest we mnie niż w tobie. — Zachichotała, nie szczędząc Atenie czystej złośliwości skrytej za sztuczną niewinnością. — I wystarczy, że rozłożę nogi, a zaraz Zeus znajdzie dla mnie więcej czasu niż dla ciebie i wybaczy mi wszystko. Może ty też chcesz spróbować? Tyle lat dziewictwa mogło wpłynąć na ten zepsuty charakter.
Mimo obojętności wypisanej na twarzy Ateny, w jej oczach czaił się tajemniczy i nieposkromiony gniew. Ukrywała najskrytsze emocje głęboko w sercu, ale nie umiała całkowicie zasłonić się przed nieprzeniknionym wzrokiem bogini miłości.
— Wyjdź — poprosiła grzecznie Atena.
— Nie, ja tu zostaję — zaśpiewała. — Ateno — zaczęła poważniejszym tonem — powiedziałam ci już, co mogę sprawić. I sprawię, że ojciec posłucha cię, że w końcu dotrą do niego złe zamiary Eleonory i jej siła. Porozmawiasz z nim, a Ares nawet nie będzie się liczył, jak zawsze. A ty, tylko ty sprawisz i obiecasz, że F… — zamilkła — Pavorowi nie stanie się krzywda, że sztylet go nie dosięgnie.
Sięgnęła dłonią do gładkiego policzka Ateny. Przejechała po nim długimi palcami, dokładnie oglądając podłużną twarz bogini mądrości. Posyłała słodkie i powabne uśmieszki, bawiąc się i kusząc kobietę. Muskała opuszkami po szyi, aż przeszła do napierśnika, pod który włożyła rękę. Dotknęła małych piersi Ateny, gdy nagle ta odepchnęła rękę Afrodyty, deklarując:
— Obiecuję, że oszczędzimy Pavora, ale czy możesz mi zagwarantować, że nie stanie po stronie Aresa?
Afrodyta pochyliła się nad Ateną i szepnęła się kusząco do ucha:
— Jesteś boginią mądrości, więc na pewno masz już plan, by tego nie zrobił.
— Nie mam czasu na naprawianie twoich błędów.
— Pavor nigdy nie był i nie będzie błędem — syknęła groźnie Afrodyta, uderzając pięścią o poręcz altanki. Przeszła kawałek i zatrzymała się nad kwitnącymi daliami. Zahaczyła o płatki kwiatów, kontynuując: — Gdyby był błędem, jego istnienie nie zostałoby postawione na drodze Penelopy — rzekła powabnym głosem, jakby zapomniała o wcześniejszej złości.
— Tylko ty tak uważasz…
Mimo nieśmiertelności, słowa Ateny raniły Afrodytę, która widziała w Pavorze kogoś więcej niż tylko pomyłkę z przeszłości. Może i jego istnienie kosztowało ją wiele upokorzenia, ale nigdy jeszcze nie żałowała tego, co uczyniła.

— Błędem jest gra między tobą a Aresem. — zaczęła spokojnym tonem Afrodyta. — Dawniej ludzie czcili cię jako boginię sprawiedliwej wojny, wznosili ku twojej czci świątynie, składali ci ofiary, a modlitwy wojowników niosły się śpiewem przed każdym bojem. Gdy twa czara przestała być pełna, zaczęłaś naprawdę widzieć w Aresie przeciwnika. Może i nie jest bogiem dla tych, którzy czerpią satysfakcję z brutalnej wojny, ale on umie wykorzystywać to. Ty natomiast odchodzisz w zapomnienie. Po to jest ta mała „wojenka” między tobą a bratem. A ta wojenka ma również doprowadzić do innego zwycięstwa, którego tak pragniesz. Ale Pavor nic ci nie da… Nie pokonasz dzięki niemu Eleonory.

Kolejny rozdział za ok. 2 tyg. Zapraszam do zajrzenia do recenzji, którą otrzymałam: http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/2017/06/146-granica-olimpu.html

Stary szablon powrócił, bo poprosiła mnie o to jedna z czytelniczek. Ok, nie ma problemu. Szkoda tylko, że musiałam dostać od Anonima komentarz, że nowy szablon jest "gównem" i że współczuje mi gustu... Uważam, że można grzeczniej przekazać, że szablon się nie podoba, ale widać niektórym brakuje kultury.

6 komentarzy:

  1. Miałam czytać. Ale po zobaczeniu tego szablonu odpadam. To jeden wielki chaos, którego nawet nie próbuję ogarnąć. Jeśli ci się to podoba, to współczuję. Zwłaszcza,że kojarzę poprzedni szablon i jak tamten był cudny, tak teraz wrzuciłaś gówno x.x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczujesz? Gówno? Naprawdę rozumiem, że coś tam może się nie podobać, naprawdę, ale ten komentarz jest czystą przesadą. Nie wiem, który szablon kojarzysz, bo miałam ich naprawdę sporo. Może ten nie jest najpiękniejszym z najpiękniejszych, ale "gównem" też nie jest!

      Usuń
  2. No to już jestem tutaj

    Nie spodziewałam się, że Pavor może być tak istotny dla tej historii. Podoba mi się postać Aresa, w tym negatywnym znaczeniu oczywiście. Mocno oddałaś to, że jest obleśny. Natomiast nieco mniej przekonuje mnie Aneta, ale może to dlatego, że mało o niej wiem. W sumie to tak zawsze jet - im częściej pojawia się jakiś bohater, tym bardziej się do niego przywiązujemy.

    Ciekawi mnie, czego oni wszyscy chcą od tej biednej Penelopy

    No i chyba tyle. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no to super! Starałam się jak najbardziej oddac prawdziwego Aresa, który właśnie w mitologii był obleśny, niechlujny i myślał tylko walce, choć oczywiście miał też swoje zalety :) A co do Ateny, to w następnym rozdziale więcej się o niej pojawi, może ją polubisz, może nie, najwazniejsze żeby jakoś wyszła, bo naprawde ciężko jest napisać boginię mądrości!

      No mam nadzieję, że odpowiedź na to ostatnie pytanie Cię usatysfakcjonuje :) W zasadzie ostatecznie wyjaśnienie, kim ona jest i o co w tym chodzi pojawi się gdzies w ostatnich częściach historii, ale powoli będą odkrywane kolejne karty :)

      Ogólnie wielkie dzięki za wszystkie komentarze!
      A co do poprzedniego twojego, to ja uwielbiam twoje opowiadanie, ten klimat, bohaterów, więc po prostu chcę przeczytać!!! Kiedyś to na pewno zrobię i na pewno moje komentarze zobaczysz! :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jeśli chodziło ci o to, by Ares był jak najbardziej odrażający, to z pewnością ci się to udało :D Jest po prostu obleśny.
    Zastanawia mnie, kim w ogóle jest Pavor i jaką rolę będzie miał w tym wszystkim. No i Penelopa też.

    Pozdrawiam ^^
    kudikot.
    https://smak-magii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, miał być obleśny. Ogólnie starałam się jak najbardziej oddać go takiego, jakim przedstawiano go w mitologii. I był obleśny, ale i silny.
      Pavor ogromną rolę w tym odgrywa, Penelopa jeszcze większą, ale wszystko sprowadza się do tego, kim tak naprawdę jest Pavor :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń